Najlepsze Albumy 2018

KATEGORIA: Afera

Jakie albumy wyróżniały się w roku 2018? Dziennikarze muzyczni Radia Afera znają na to pytanie odpowiedź!  Sprawdźcie, jakie płyty w minionym roku najbardziej spodobały się prowadzącym Aferytm!
                                                                                                                                                       

Edgar Hein:
  • Pablopavo i Ludziki MARGINAL - Smutne disco i gorzkie teksty Sołtysa - czego można chcieć więcej od jednego z najlepszych polskich tekściarzy?

  • Idles JOY AS AN ACT OF RESISTANCE - Wściekłość, brud, punk. Może nie jest to najbardziej punkowy zespół świata jakby chcieli wyspiarscy dziennikarze, ale całość powala irokezy.

  • Arctic Monkeys TRANQUILITY HOTEL BASE + CASINO - Panowie wcieleń mieli już kilka i dobrze, że przestali operować przekombinowanym rockowym blichtrem. AM wrócili do surowości i robią to... dobrze.

  • Rosalie. FLASHBACK - Nie bez obaw. Poznanianka okazała się być jednak jednym z najciekawszych debiutów, a nowoczesność płyty i smaczki kompozycyjne wystarczyły by być objawieniem. Czekamy na więcej!

  • Tęskno MI - Duet narobił hałasu zanim jeszcze pokazały światu swój debiutancki krążek. Warto było czekać by pływać w pięknych dźwiękach.
                                                                                                                                                       

Alicja Dec:
  • The Dumplings RAJ - Na kolejnej płycie nasze krajowe Pierogi prezentują nowy kierunek, w którym bardzo dobrze się odnajdują. Słychać, że w porównaniu z poprzednimi krążkami duet zrobił krok naprzód. Więcej tu cięższych dźwięków i monumentalności. Na uwagę zasługuje tytułowy „Raj”. Album to opowieść o mitycznej krainie, do której zaprasza wciąż aksamitny głos Justyny Święs.

  • Rosalie. FLASHBACK - Artystka w pełni świadomie bawi się i eksperymentuje z nieco odrzuconą w kąt stylistyką lat ’90, jednak wprowadzając swój ładunek r’n’b. Współpraca wielu producentów na tym kawałku opłaciła się – mamy romans minionego kanonu z elektroniką, okraszony ujmującym głosem Rosalie. Niech rzuci odtwarzaczem ten, który nie nucił żadnej piosenki z Flashbacku.

  • Franz Ferdinand ALWAYS ASCENDING - Pięć lat kazali nam czekać szkoccy twórcy na kolejny krążek, niebędący kolaboracją z innymi artystami. I oto jest – zbiór kompozycji w swoistym połamanym, nieco tanecznym, lecz nadal indie klimacie. Warto zatrzymać się przy Lazy Boy, a także utworach spinających płytę – początkowym Always Ascending i końcowym, melancholijnym Slow Don’t Kill Me Slow.

  • Hope Leslie CRUSHES - Genialni debiutanci, którzy szturmem zdobyli poznańską scenę, stopniowo podbijając kolejne miasta. Ekspresowa kariera tej czwórki to zasługa mocnej debiutanckiej EPki, którą chłopaki zaprezentowali na wiosnę. Spójne w formie, magiczne dźwięki niczym z innego świata. Zdecydowanie mocny, choć nowy gracz na indie-rockowej scenie.

  • Boy Pablo SOY PABLO - Tym albumem młody Norweg wychodzi do szerszej publiki. I trzeba przyznać, że na scenie indie jest to bez wątpienia powiew świeżości i pozytywnej energii. Kojący głos dobrze współgra z wychodzącymi na pierwszy plan gitarowymi wariacjami. Sądzę, że już niedługo o artyście będzie głośno.
                                                                                                                                                       

Hubert Jóskowiak
:
  • Idles JOY AS AN ACT OF RESISTANCE - Drugi rok z rzędu pokazują, że rock nie umarł oraz że muzyka to nadal genialny środek przekazu dla ważnych społecznie kwestii. I robią to rewelacyjnie! "Joy as an Act of Resistance" to dla mnie najważniejszy album roku.

  • Son Lux BRIGHTER WOUNDS - Propozycja dla wszystkich fanów James'a Blake'a i poplątanych, elektonicznych klimatów. Eksperymetalny album, na którym znajdują się jedne z najładniejszych piosenek roku: "Dream State", "Labor" oraz "Slowly". Ryan Lott pozytywnie zaskakuje coraz bardziej każdym kolejnym albumem, więc warto czekać na kolejny.

  • Young Fathers COCOA SUGAR - Jeśli debiutanckim albumem zgarniasz Mercury Prize to wiedz, że coś się dzieje! A na "Cocoa Sugar" - trzecim albumie Szkotów dzieje się bardzo dużo. Niesamowita mieszanka hip-hopu, R&B, soulu, gospel i trip-hopu wciąga i nie daje o sobie zapomnieć. W 2018 roku ten album gościł w moim odtwarzaczu najczęściej.

  • Marlon Williams MAKE WAY FOR LOVE - Kolejny artysta, który udowadnia, że inspirując się klimatami retro można stworzyć płytę brzmiącą świeżo i aktualnie. Niesamowity krążek przenoszący słuchacza w czasie do epoki Elvisa Presleya.

  • Arctic Monkeys TRANQUILITY HOTEL BASE + CASINO - David Bowie wiecznie żywy. Zmiana klimatu jaką Arctic Monkeys zaserwowali swoim fanom była, na tym etapie kariery, strzałem w dziesiątkę. Może i na tym krążku brakuje hitów pokroju "R U Mine?", jednak koncept, który proponują muzycy z Sheffield broni się świetnie jako całość.
                                                                                                                                                       

Julia Szymańska:
  • A Perfect Circle EAT THE ELEPHANT - Wydawanie płyty po czternastu latach przerwy brzmi ryzykownie, ale w przypadku A Perfect Circle brzmi to dobrze, bardzo dobrze. Ta płyta to prawdziwy miód na serce dla osób stęsknionych za zespołem – znajdziemy na niej wszystkie elementy definiujące brzmienie formacji – ciężkie uderzenia perkusji, narastające napięcie, mroczne gitarowe granie i głos Maynarda Jamesa Keenana, tak samo mocny i wszechstronny, co kiedyś. Płyta taka, że nic tylko słuchać, a potem wracać i wracać.

  • Greta van Fleet ANTHEM OF THE PEACEFUL ARMY - Nie mam pojęcia, o co chodzi z hejtem na Gretę van Fleet, przecież ta płyta to cud. Cud, miód, malina. Masz ochotę zanurzyć się w rock n’ rollowym brzmieniu i doprowadzić swoje głośniki do granic możliwości? Pozachwycać się świetnym wokalem albo gitarowymi solówkami? To puść sobie Gretę i się nawet nie zastanawiaj, bo jednego i drugiego u niej pod dostatkiem!

  • Aurora INFECTIONS OF A DIFFERENT KIND PT. 1 - Mówi się, że najlepsze rzeczy spotykają nas niespodziewanie. Coś w tym jest – drugi album Aurory pojawił się bez zapowiedzi i jest przepiękny. Po prostu. To niezwykła mieszanka muzyczna – słychać na nim chór przywodzący na myśl pieśni gregoriańskie, plemienne bębny i zaśpiewy, harfę: wszystko zagrane jest jednak w bardzo nowoczesny i ciekawy sposób. Obrazu dopełnia bardzo charakterystyczny, anielski głos Aurory Aksnes, który nie daje o sobie zapomnieć.

  • Florence and the Machine HIGH AS HOPE - Nowa płyta od Florence and the Machine nieco zaskakuje. Jest inna od poprzednich, bo spokojniejsza i bardziej stonowana. Nie do tego przyzwyczaił nas zespół, nie oznacza to jednak, że jest źle, wręcz przeciwnie! Delikatne dźwięki pianina, rozmarzone odgłosy skrzypiec i mocny głos Florence Welch wysunięty na pierwszy plan tworzą świetną całość, której można słuchać godzinami. Nieprędko się nam ona znudzi.

  • BOKKA LIFE ON PLANET B - Okładka tej płyty jest czarna, ze złotym akcentem i pasuje do oprawy muzycznej doskonale. „Life on planet B” to porządna dawka electro – popu z najwyższej półki. I choć jest żwawo oraz tanecznie, nie brakuje na tym krążku bardziej melancholijnych, chciałoby się powiedzieć – przydymionych momentów. To sprawia, że można przy tej płycie zarówno zatańczyć, jak i odpłynąć. Razem daje nam to prawdziwie wybuchową mieszankę.
                                                                                                                                                        Jakub Haplicznik:
  • Brockhampton IRIDESCENCE - W zeszłym roku przedstawili się światu - w tym zdobyli pierwsze miejsce na liście Billboard'u. Brockhampton zrobili "Iridescence" od zera w dwa tygodnie w studiu Abbey Road zaraz po odejściu jednego w filarów grupy. I zaserwowali nam najbardziej zróżnicowany album w karierze, którego brzmienie można spokojnie przyrównać choćby do "Speakerboxxx/The Love Below" Outkast jak i "Kid A" Radiohead. 13 osób współtworzących album hitowy i intymny zarazem. Lubię tę płytę tak bardzo, że nawet nie staram się być wobec niej obiektywny - dlatego to mój numer jeden.

  • Jon Hopkins SINGULARITY - „Singularity” to efekt fascynacji producenta medytacją. Ambientowe pejzaże przeplatają się tu z klubową elektroniką nie tracąc przy tym na wrażliwości. Hopkins projektuje brzmienia syntezatorów jak nikt inny, znajdując idealne miejsce dla każdej kolejnej warstwy. Bez słów, a z masą treści. Najpiękniejsza elektronika w 2018 (brzmiąca na żywo jeszcze lepiej dzięki świetnie przygotowanym live setom).

  • Father John Misty GOD'S FAVOURITE CUSTOMER - Po zeszłorocznym „Pure Comedy” stanowiącym komentarz do amerykańskiej polityki Father John Misty dla odmiany powraca z albumem skoncentrowanym wyłącznie na sobie."God’s favourite customer” to (choć po prawdzie tylko pozornie) egocentryczny świat Tillman'a, który wciąga od pierwszych wersów - i to bez zbędnych eksperymentów. Przy tak świetnych kompozycjach wystarcza mu zaledwie kilka podstawowych instrumentów.

  • Daughters YOU WON'T GET WHAT YOU WANT - Daughters wrócili po ośmiu latach nagrywając swój najlepszy dotychczas album i jedną z najlepszych płyt roku. Klaustrofobiczna produkcja i ejdetyczne teksty wykrzyczane zdesperowanym głosem."You Won't Get What You Want" 48 minut hałaśliwego nihilizmu. Gdyby atak paniki brzmiał - brzmiałby właśnie tak.

  • Rosalia EL MAL QUERER - Kilka lat temu nie pomyślałbym, że w 2018 będę zasłuchiwał się w połączeniu flamenco, popu i r&b - i to w ojczystym języku tego pierwszego. "El Mal Querer" to zamknięta w jedenastu aktach historia rozpadającego się uczucia skomponowana i zaśpiewana zdecydowanie powyżej standardów obecnego mainstreamu. Ale to też płyta, która pokazała mi (szkoda, że tak późno), że bariera językowa w muzyce to mit.
                                                                                                                                                       
Kamil Paczek:
  • Piotr Schmidt Quartet ft. Wojciech Niedziela SAXESFUL - Album z cyklu „to się musi udać”. Od 1 września do ręki możecie wziąć krążek, na który swoje ścieżki nagrali najwybitniejsi polscy saksofoniści. Patrząc na ich zestawienie można by uznać recenzję za kompletną, gdyby nie spoiwo w postaci trąbki Piotra Schmidta – inicjatora i lidera projektu. To on niczym wybitny dziennikarz przeprowadza muzyczne konwersacje z legendami polskiego saksofonu. A czyni to w sposób zjawiskowy, czego przykładem jest intro do ponadczasowego „Blue Monk”. Trębacz i jego towarzysze poruszają się w świecie doskonale znanych utworów jazzowych, choć samej płycie nie brakuje świeżości. Otwarta formuła utworów i potężna przestrzeń do improwizacji dla mistrzów sprawia, że album trzyma w napięciu przez cały czas. Na krążku znalazło się też miejsce dla utworów autorstwa Schmidta, które wpasowują się w ciepłe brzmienie całości i stanowią łączniki pomiędzy kolejnymi opowieściami. Projekt bezprecedensowy, mimo że oparty na standardach.

  • Arctic Monkeys TRANQUILITY HOTEL BASE + CASINO - Ta płyta od pierwszego dźwięku przenosi nas do świata obcego dla przeciętnego zjadacza megabitów. Za sprawą ciepłego, stłumionego brzmienia klawiszy oraz basu ze „Star Treatment” lądujemy w uniwersum tłustych żeberek, silnika diesla i wąsów połączonych z „pekaesami”. A powiedzieć można tylko jedno: Alex, „pekaesy” to ty masz za*****te. Lekkość z jaką muzycy Arctic Monkeys poruszają się w opisywanej stylistyce mogłaby budzić szacunek młodego Joe Cockera i jemu podobnych. Czy znajdą uznanie przedstawicieli pokolenia „Ź”? Jeśli tak, to niestety młodzi użyją wobec niej innych określeń niż jazzy i wystrzałowa. A takie do tej płyty pasują.

  • Aaron Parks LITTLE BIG - Czego można spodziewać się po człowieku, który współtworzył z Kurtem Rosenwinkelem album „Star of Jupiter”? Tak, właśnie takiej płyty jak „Little Big”. Rzecz w tym, że Aaron Parks przełożył intensywne, liryczne przesłanie gitarzysty na własny, bardziej oszczędny język. Choć nie oznacza to wcale, że muzyka pianisty nie potrafi wybuchnąć. W środku kompozycji zazwyczaj znajdujemy eksplozję światła sugerowaną przez grafikę z okładki. A jak prezentuje się całość? Jest to swego rodzaju przekrój: od brzmień syntetycznych po akustycznie kojące. Przede wszystkim to jednak bardziej tomik poezji rozpisanej na partytury niż kolejny album muzyczny.

  • Laboratorium NOW! - Tym albumem Laborki podsumowują blisko 50 lat muzyki. I to nie tylko swojej. Proszę tylko spojrzeć na listę zaproszonych gości: obok siebie figurują tam Bernard Maseli i O.S.T.R. Wymowne. To jednak trzon składu z lat 70. wsparty o Marka Raduli i śp. Grzegorza Grzyba jest tu najistotniejszy. Dzięki nim całość jest obfita w feerię brzmień z bardzo odległych światów: od orientalnego zaśpiewu Marka Stryszowskiego, przez kolektywną twórczość na styku funky, rocka oraz jazzu, aż po rozległe solo perkusyjne nazwane „Grzybograniem”. Z tej perspektywy „Now!” to bez wątpienia dzieło tak pełne jak „Modern Pentathlon” i „Quasimodo”. Podsumowując: słyszałem niedawno zdanie z ust biotechnologa, jakoby praca w laboratorium nie była niczym przyjemnym. Dystansuję się od tej opinii.

  • Riverside WASTELAND - To opowieść o strachu i ja też się bałem. Przede wszystkim o to, że „Vale of Tears” będzie najmocniejszym punktem albumu i całość ucieknie w stronę „Love, Fear and The Time Machine”. Tymczasem najpierw mamy tu wybuch, który rozgrywa się w naszej wyobraźni podczas słuchania relacji z „The Day After”. A potem następuje opowieść, której jest pełna w warstwie lirycznej i dźwiękowej. Ciężkie riffy przeplatają się z hipnotyzującymi melodiami, uczucie przerażenia ustępuje chęci wypowiedzenia ostatniego życzenia, a wszystkiemu towarzyszy wędrówka przez muzyczny świat postapo. Konkluzja jest prosta. Mariusz Duda to wspaniały kompozytor i autor tekstów. Niezmiennie towarzyszą mu wyśmienici Michał Łapaj i Piotr Kozieradzki. Na scenie i w studiu dołącza też Maciej Meller. A my możemy być pewni, że Riverside przetrwało swój wybuch i tworzy płyty po prostu bardzo ważne.    

Ta strona wykorzystuje cookies tylko do analizy odwiedzin. Nie przechowujemy żadnych danych personalnych. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystywanie cookies, możesz je zablokować w ustawieniach swojej przeglądarki.

OK