DYBIŃSKI - POPIÓŁ

AFERA na początku życiowej drogi

KATEGORIA: Afera

Telefon zadzwonił jak zawsze, trochę za głośno, trochę niespodziewanie i trochę późno, choć na taki telefon nigdy nie jest za późno. - Tu mówi Piotr Graczyk, szef Radia AFERA - usłyszałem. Czy dobrze zadzwoniłemBardzo dobrze – odpowiedziałem bez namysłu i dalej: dawno temu w Aferze pracowałem, zaraz jednak się poprawiłem - w Aferze aktywnie się udzielałem. Jakoś słowo „praca” mi nie pasowało do tego kontekstu. Miło mi słyszeć, że jestem jeszcze dziś łączony z Aferą. Pan Piotr powiedział, że dzwoni w kontekście niedługo obchodzonej pięćdziesiątej rocznicy rozpoczęcia działalności Radia Afera. Oczywiście wiem dokładnie, kiedy jest ta rocznica – zawsze w marcu, a dokładnie piętnastego. W moim kalendarzu - notatniku papierowym, data 15 marca była systematycznie opisywana jako rocznica powstania Radia Afera. Łatwo to sprawdzić, gdyż przechowuję wszystkie kalendarzyki z dawnych czasów.  Obecnie w dobie kalendarza googlowego niestety ta historyczna data zniknęła z zapisków.

Szef Afery powiedział, że znalazł zapis w odnalezionej dokumentacji Studia Afera z roku 1971, z którego wynika, że czytałem wiadomości w pierwszym dniu nadawania programu przez Aferę do akademików Poligrodu. Ten fakt potwierdza też moja osobista notatka w dokumentacji prywatnej, ale ważniejszą, a na pewno bardziej oryginalną rolę miałem podczas ceremonii otwarcia Centralnego Studia Radiowego AFERA. Przez kilka minut oficjalnej uroczystości wcieliłem się w rolę sprawozdawcy komentującego przebieg wydarzenia.
Samo otwarcie polegało na przecięciu wstęgi-taśmy magnetofonowej rozpiętej w drzwiach dopiero co zbudowanego studia AFERA. W kluczowym momencie mikrofon przystawiłem blisko nożyczek i szczęk narzędzia rozległ się na całym Poligrodzie.  Przecinającym był pan profesor Czesław Królikowski, ówczesny rektor Politechniki Poznańskiej. W moich zbiorach pamiątek prywatnych zachowało się stosowne zdjęcie, na którym uchwycono moment przecinania wstęgi i mikrofonu blisko nożyczek w moim ręku. Wzrokowcy pamiętają niektóre sceny przez całe życie i tak było ze mną w tym przypadku. Ten szczególny moment mój mózg trzyma w pamięci trwałej, póki co,  w pamięci o nawet dość szybkim dostępie. Jednak nieuchronnie coraz bardziej dotyczy mnie zjawisko sygnalizowane przez babcię i rodziców, że lepiej pamięta się odległe zdarzenie niż te bliskie. No tak, wstęga była przecinana niewiarygodnie dawno, w odległych latach siedemdziesiątych i ja wtedy już byłem prawie dorosły, a przynajmniej miałem w kieszeni dowód osobisty.

Szef obecnej Afery zadowolony z mojej spontanicznej, pozytywnej reakcji, poprosił o pomoc w przygotowaniu programu na 15 marca 2021. Posypały się pytania: czy mam adresy do innych osób ze studia? Czy mam jakieś materiały z tamtych czasów? Może jakieś nagrane dźwięki z początkowych czasów aferowych? Skąd się wzięła nazwa Afera? Czy udzielę wywiadu reporterowi Afery i tak dalej i dalej. Pytania i komentarze z obu stron sypały się pośpiesznie. Jak miałbym nie pomóc, gdy sprawa dotyczy młodości trochę chmurnej, ale absolutnie nie durnej. Moje uszy są wyczulone na głosy z Afery, które natychmiast wywołują wspomnienia i budzą miłe skojarzenia. Bez wahania złożyłem obietnicę, że pomogę,  wymieniliśmy się adresami mailowymi i umówiliśmy się na współpracę dotyczącą radiowych wątków wspomnieniowych. Byłem niewątpliwie zaskoczony, po pierwsze że to złoty jubileusz, a po drugie, że Afera świętuje rocznicę sięgającą do czasów kamienia łupanego, to jest do nadawania programu do słuchaczy z wykorzystaniem głośników radiowęzłowych. Dawniej nasi młodsi koledzy świętowali początek nadawania programu na uwolnionych dosłownie i w przenośni falach eteru, czyli dotyczyło to roku 1990 jak sądzę. Obecnie cofnęli się do korzeni, czyli do radiowęzłów jako naturalnych przodków radia. W obu przypadkach program przygotowuje się podobnie, a podstawowa różnica to medium transmisyjne i oczywiście zasięg programu.

Dla odświeżenia pamięci zapytałem Internet via Google: od kiedy nadaje radio afera (pisownia oryginalna)?.  Błyskawicznie po upływie pół sekundy(ściśle 0,51 sekundy) zaproponowano mi około 478 000 odpowiedzi. Już pierwsza w kolejce informacja wprowadziła mnie w dobry nastrój (cytuję):Radio Afera nadaje od 1990 r. Wcześniej był to studencki radiowęzeł, uruchomiony 15 marca 1971 roku. Poczułem radość i podniecenie, wstałem rozemocjonowany z krzesełka, aby przejść do pokoju naszej córki Marysi i podzielić się nią nowinami dotyczącymi Afery. Marysia jeszcze nie tak dawno udzielała się jako dziennikarka w Radiu Afera za swoich studenckich czasów i jeszcze kilka lat później.  Przez chwilę porozmawialiśmy o dziejach Afery, o naszych osobistych działaniach w Aferze, o naszych koleżanka i kolegach tworzących program radia. Szczerze trzeba przyznać, że świadomość upływu pięćdziesięciu lat własnego życia szokuje. Mnie się wydaje, że ten 15 marca 1971 było nie tak dawno, ileś tam lat upłynęło, ale nie aż tyle! Kalendarz jednak upiera się przy swoim – pięćdziesiąt to pięćdziesiąt. Mimo wszystko, a może właśnie dlatego, wspomnienia i cała otoczka sprawy są miłe i bardzo miłe, ciśnienie się podnosi, przez głowę przebiegają gorączkowe myśli, gdzie są zdjęcia i inne pamiątki? Odpowiedzi muszą się znaleźć szybko, ponieważ nie ma dużo czasu – mniej niż dwa tygodnie zostało do piętnastego.  

Na pierwszy ogień poszły zdjęcia, gdyż w tym temacie byłem najlepiej przygotowany.  Zdjęcia z minionych lat trzymam w albumach i w kopertach podzielonych tematycznie. Na kopertach znajduje się opis zawartości z datą wykonania fotek.  Szybko dotarłem do koperty z napisem AFERA i natychmiast przejrzałem jej zawartość.  Trochę się pośmiałem, trochę wzruszyłem, trochę zamyśliłem, bo nie wszystkie osoby rozpoznałem. Gdy zauważyłem, że upłynęły niepostrzeżenie dwie tzw. bite godziny myślenia i działań wokół Afery musiałem szybko wrócić do wykonywania bieżących obowiązków.

Na stole czekała mozaika pilnych działań do wykonania na wczoraj. Najpilniejsze było zadanie przygotowania do realizacji transmisji konferencji medycznej prowadzonej w streamingu internetowym ze studia telewizyjnego. To jest po trosze działalność na pograniczu pracy dziennikarskiej, gdyż współtworzy się program i są widzowie. Tak, w tym przypadku mówimy o widzach, gdyż program jest transmisją audio-wideo. Rządzą nim prawa podobne do programów telewizyjnych, choćby z tego powodu, że uczestnicy transmisji w życiu prywatnym oglądają telewizję i oczekują, że materiały edukacyjne z medycyny będą na takim poziomie jak programy telewizyjne. Poprzeczkę jako realizatorzy programów mamy zawieszoną wysoko. Sprawy merytoryczne to odrębne szersze zagadnienie do opowiedzenia przy innej okazji. Moja rola w tej i kilku innych sprawach polega na pomocy w inkubacji startup’u budowanego wraz z teamem informatyków. Nie rozwijając szerzej tematu przekażę jeszcze jedną myśl: rozwijamy pospiesznie ważne i bardzo na czasie wątki wykorzystania telemedycyny w edukacji studentów medycyny i lekarzy-rezydentów. Dwa inne tematy startup’owe, które bardzo mnie angażują, to tworzenie gier komputerowych i wykorzystywanie dronów do pomocy rolnikom w rozpoznawaniu zagrożeń upraw rolniczych ze strony chorób oraz szkodników. Zajmujemy się także eksperymentalnie interwencjami na rzecz ochrony zagrożonych upraw z wykorzystaniem dronów – chodzi o choroby roślin, o szkodniki i inne nadzwyczajne niekorzystne okoliczności. Ogólnie biorąc wraz z młodymi informatykami rozwijamy kilka nowych oryginalnych pomysłów zmierzających do powołania do życia ciekawych biznesów opartych na technologiach komputerowych.

Po uporaniu się z bieżącymi zadaniami dopiero wieczorem wróciłem do wątku przygotowywania rocznicy Afery. Najpierw zdzwoniłem do Kazia Marchlewskiego - pierwszego kierownika Centralnego Studia Afera, który zdecydowanie ucieszył się z możliwości ożywienia choćby na chwilę tematów związanych z naszą starą dobrą Aferą. Z przyjemnością wspomina się działania licznej grupy zapaleńców gotowych poświęcać swój czas na przygotowywanie programu radiowego dla koleżanek i kolegów zamieszkujących domy studenckie na Poligrodzie. W tamtych odległych czasach dalej tj. poza Poligród niestety nasz głos nie sięgał. Bez wahania Kaziu Marchlewski zgodził się na przekazanie komu trzeba numeru telefonu i obiecał, że z radością udzieli wywiadu.

Potem zadzwoniłem do Stasia Jaśkiewicza mieszkającego i pracującego w Kaliszu. Tym razem Afera wyparła prawie całkowicie nasz stały temat rozmów – planowanie wspólnych wyjazdów na narty. Stasiu obiecał, że przeszuka czeluście strychu i na pewno znajdzie jakieś materiały dotyczące Afery. Przy okazji pochwalił się, że nabył nowe narty, które kręcą wspaniale serpentyny, tylko nie dowiedziałem się czy to on nimi kręci, czy one nim? Po dwóch dniach okazało się, że mój przyjaciel ma skarb – taśmę magnetofonową szpulową z nagraniem sygnału Centralnego Studia Radiowego Afera, nagrania sygnałów wybranych audycji i szeroki zestaw nagrań piosenek turystycznych, które w owym czasie były powszechnie śpiewane przez brać studencką na rajdach studenckich i poza rajdami. Cała taśma to skarbnica dźwięków dla radia świętującego jubileusz, więc poprosiłem, aby taśmę przysłał pilnym kurierem do Poznania. Potrzebny był jeszcze ktoś kto przegra materiał z archaicznej taśmy do pliku dźwiękowego np. mp3. Stasiu pomógł mi odnaleźć w Poznaniu zakład fotograficzny na Osiedlu Kopernika, który takie stare nagrania przywraca do życia. Kurier zadziałał szybko, ja zawiozłem pilnie szpulę z taśmą magnetofonową do zakładu fotograficznego i zakład równie pilnie, w trybie ekspresowym, za stosownie wyższą uzgodnioną stawkę wykonał zadanie. Dwa dni później po odbiorze nagrania szybko wróciłem do domu i ze wzruszeniem uruchomiłem na swoim komputerze pliki mp3. Usłyszałem głosy, sygnały, nazwy i zwroty, które choć zapomniane nagle ożywiły pamięć. Trudno ukryć, jak mocne wrażenie i wzruszenie wywołują takie nagrania z zamierzchłych czasów. W jednej chwili ożyły dźwięki jakże urocze, bliskie sercu, choć ubogie technicznie sygnały Radia Afera Anno Domini 1971. To tak jakby przede mną stanęła młodość i powiedziała: oto jestem, czy mnie jeszcze pamiętasz? Pewnie, że pamiętam, miłości do radia, do tworzenia, do współpracy ze zwariowanym gronem amatorów dziennikarzy nigdy się nie zapomni. Tam w studio, równolegle do sal uczelnianych, szlifowały się nasze talenty i krystalizowały pragnienia, uczyliśmy się współpracy grupowej, działaliśmy twórczo, czyli pięknie.

Instytucja pod nazwą Centralne Studio Radiowe AFERA Politechniki Poznańskiej była dużą organizacją jak dla nas żółtodziobów, bez fachowego przygotowania do zarządzania. Warte podkreślenia było i jest, że Radio Afera to organizacja oparta na wolontariacie, a jego aktywiści mają inne zawody, inne regularne obowiązki. Utrzymanie ładu, systematyczność w realizacji ramówki programowej, wreszcie utrzymanie wysokiego poziomu przy fluktuacji kadr wymaga nadzwyczajnego wysiłku. Pierwszy spis chętnych do pracy w studio Afery liczył w roku1971 około 40 osób. Na spisie jest kilka skreśleń i parę nowych nazwisk dopisanych odręcznie, więc załoga dziennikarska na początku była dosyć płynna. Po roku działalności liczba osób zaangażowanych w działania Afery dochodziła do 80 studentek i studentów. Kierownikiem pierwszej AFERY był Kazimierz Marchlewski, student Wydziału Elektrycznego, posiadający talenty organizacyjne i smykałkę do techniki. Kaziu Marchlewski kierował adaptacją lokalu na studio radiowe, samodzielnie i z pomocą kolegów z Wydziału Elektrycznego zestawiał sprzęt niezbędny do dobrego funkcjonowania studia Afery oraz dobierał i kierował najważniejszymi pracownikami radia. W wolnych chwilach przygotowywał też własne audycje radiowe. Kaziu szefował Aferze do końca studiów na Politechnice.  Po studiach podjął pracę naukową i dydaktyczną na Akademii Rolniczej w Instytucie Mechanizacji Rolnictwa, gdzie obronił pracę doktorską i z sukcesem prowadził badania naukowe i prowadził zajęcia dydaktyczne.

Moja skromna osoba wspierała Kazia w realizacji spraw programowych, pomagałem wszystkim redakcjom w realizacji programów, szkoliłem nowe kadry, podpowiadałem jakie tematy podejmować i w jaki sposób je realizować. Pracę w Aferze zakończyłem trochę przed końcem studiów, a więc nie wytrwałem u boku Kazia do końca okresu studiowania.

Powody rezygnacji przed czasem były o dużym ciężarze gatunkowym - nazywam je roboczo: dwa zachwyty. Po pierwsze, choć rozważałem możliwość kariery dziennikarskiej w poznańskim, profesjonalnym radiu, jednak nie poszedłem w tę stronę, gdyż dostałem propozycję  pozostania na uczelni i wybrałem tę intrygującą opcję. Miałem wielkie szczęście, że na ostatnim jedenastym semestrze studiów (tak, tak długo i gruntownie studiowaliśmy w latach 70.) trafiłem na pierwsze zajęcia z języka programowania ALGOL. Sprawa mnie zachwyciła i pochłonęła na całe życie. Wybór choć wtedy dokonywany na zasadzie randki w ciemno z elektronicznymi maszynami obliczeniowymi, wiele lat później nazwanymi komputerami, był doskonałą decyzją. Drugi powód, inaczej drugi zachwyt, to po prostu miłość. Zakochałem się i musiałem się skupić, aby miłość zakończyć na ślubnym kobiercu, co się udało, ale łatwo nie było. Obiekt moich uczuć to dziewczyna i piękna, i mądra i otoczona wianuszkiem adoratorów, którzy do dziś mnie pytają, jak to się stało, że to nie oni, w domyśle: piękniejsi, mądrzejsi i bogatsi, a skromy „ja” zaprowadziłem ją do ołtarza. Może magia dziennikarza z radia mi pomogła?

Na koniec jeszcze jedna pozytywna i osobista refleksja skierowana do osób zaangażowanych w tworzenie programu Afery. Doświadczenia radiowe nabyte w Aferze rzutowały bezpośrednio na całe późniejsze życie, szczególnie życie zawodowe - czy to jako wykładowca na Politechnice i na Akademii Sztuk Pięknych, czy jako szef kilku przedsiębiorstw, czy wreszcie jako twórca inkubatora przedsiębiorczości, współpracującego z młodymi wynalazcami. Wszędzie ważny, a czasami decydujący był aspekt kreatywności, którą pomogło mi rozwijać Radio AFERA.  
 
Wojciech Józefowicz, Poznań 15 marca 2021 r. 

Ta strona wykorzystuje cookies tylko do analizy odwiedzin. Nie przechowujemy żadnych danych personalnych. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystywanie cookies, możesz je zablokować w ustawieniach swojej przeglądarki.

OK