Obrączki, bransoletki i talizmany...
KATEGORIA: Kultura
Cały mój październik w roku 2025 kręcił się wokół Konkursu Chopinowskiego. Trudno się nie dziwić, skoro na platformach społecznościowych ciągle pojawiały się treści dotyczące zmagań, a także komentarze widzów. Jedne wychwalały Monikę Podolak, inne zastanawiały się, kto wystylizował Michała Bronka (połączenie Chopina z Lisztem?), a zdecydowana większość to były krótkie, ale rzeczowe hasła o treści „ODDAJCIE NAM PAWLAKA!!!" (pisownia oryginalna). Nie brakowało także zbyt ciekawskich, a może nawet wścibskich, obserwatorów, których interesowało wszystko, tylko nie gra uczestników, a szczególnie obrączka na palcu Hao Rao... Mimo wszystko, naprawdę wiele można było się dowiedzieć z takich na pozór nieistotnych komentarzy.
Wcześniej już rozmyślałam nad ubiorem pianistów i nie zauważyłam niczego szczególnego. Z ręką na sercu jednak przyznaję, że kiedy bardziej się im przyjrzałam, zrozumiałam jedno. Najważniejsze w edycji konkursu w roku 2025 były akcesoria. Pojawiało się dużo biżuterii i to na nią widzowie najczęściej zwracali uwagę. Niektórzy muzycy traktowali ją jako zwykłą ozdobę, która dodaje do ich wyglądu nieco elegancji. Innym za to zawsze towarzyszyły stałe elementy, być może talizmany. Świetnym na to przykładem jest szesnastoletnia Tianyao Lyu - zawsze te same spinki we włosach, naszyjnik, a także bransoletka, która według mnie najbardziej przyciągała wzrok. Przyznam szczerze, że kiedy najpierw zobaczyłam ubiór pianistki, wydawało mi się, że nie do końca przemyślała swoją stylizację. Ubrała sukienkę z niezwykle ozdobnym dekoltem, a także niezbyt elegancki naszyjnik - taki, który nosi się raczej na co dzień. Potem zobaczyłam ją ponownie w identycznym wydaniu i tym razem byłam już przekonana, że to akcesorium z którego nie rezygnuje ze względu na sentyment bądź symbolikę.
Być może ubiór uczestników nie był szczególnie wyszukany czy też zaskakujący, ale butonierki, muszki, kolczyki i bransoletki dodawały uroku do stylizacji. Zaryzykowałabym nawet stwierdzeniem, że po takich ozdobach można nieco poznać charakter uczestnika - kieruje się on elegancją? Może ważniejsze od przemyślanego połączenia jest dla niego przywiązanie i symbolika? Woli się wyzbyć biżuterii na rzecz gry, bo pojawia się ryzyko, że będzie mu niewygodnie? Takie pytania zaczęły się rodzić w mojej głowie w trakcie każdych kolejnych występów. Zastanawiałam się czasami tak długo, że momentami zapominałam, że to Konkurs Chopinowski - jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych w naszym kraju. Dobrze, że w miarę szybko zauważyłam swój błąd i wróciłam na ziemię. Kolejna okazja na obserwowanie tych zmagań konkursowych nadejdzie przecież dopiero za pięć lat. Być może wtedy Chopinowska rewia mody znowu zawładnie wszystkimi portalami plotkarskimi i społecznościowymi, a ja ponownie będę rozmyślała nad felietonem o wyglądzie uczestników. Na koniec więc życzę sobie jednego – niech w końcu ktoś ubierze się dziwnie, będę miała o czym wtedy pisać...
Maria Pińska
Wcześniej już rozmyślałam nad ubiorem pianistów i nie zauważyłam niczego szczególnego. Z ręką na sercu jednak przyznaję, że kiedy bardziej się im przyjrzałam, zrozumiałam jedno. Najważniejsze w edycji konkursu w roku 2025 były akcesoria. Pojawiało się dużo biżuterii i to na nią widzowie najczęściej zwracali uwagę. Niektórzy muzycy traktowali ją jako zwykłą ozdobę, która dodaje do ich wyglądu nieco elegancji. Innym za to zawsze towarzyszyły stałe elementy, być może talizmany. Świetnym na to przykładem jest szesnastoletnia Tianyao Lyu - zawsze te same spinki we włosach, naszyjnik, a także bransoletka, która według mnie najbardziej przyciągała wzrok. Przyznam szczerze, że kiedy najpierw zobaczyłam ubiór pianistki, wydawało mi się, że nie do końca przemyślała swoją stylizację. Ubrała sukienkę z niezwykle ozdobnym dekoltem, a także niezbyt elegancki naszyjnik - taki, który nosi się raczej na co dzień. Potem zobaczyłam ją ponownie w identycznym wydaniu i tym razem byłam już przekonana, że to akcesorium z którego nie rezygnuje ze względu na sentyment bądź symbolikę.
Być może ubiór uczestników nie był szczególnie wyszukany czy też zaskakujący, ale butonierki, muszki, kolczyki i bransoletki dodawały uroku do stylizacji. Zaryzykowałabym nawet stwierdzeniem, że po takich ozdobach można nieco poznać charakter uczestnika - kieruje się on elegancją? Może ważniejsze od przemyślanego połączenia jest dla niego przywiązanie i symbolika? Woli się wyzbyć biżuterii na rzecz gry, bo pojawia się ryzyko, że będzie mu niewygodnie? Takie pytania zaczęły się rodzić w mojej głowie w trakcie każdych kolejnych występów. Zastanawiałam się czasami tak długo, że momentami zapominałam, że to Konkurs Chopinowski - jedno z najważniejszych wydarzeń kulturalnych w naszym kraju. Dobrze, że w miarę szybko zauważyłam swój błąd i wróciłam na ziemię. Kolejna okazja na obserwowanie tych zmagań konkursowych nadejdzie przecież dopiero za pięć lat. Być może wtedy Chopinowska rewia mody znowu zawładnie wszystkimi portalami plotkarskimi i społecznościowymi, a ja ponownie będę rozmyślała nad felietonem o wyglądzie uczestników. Na koniec więc życzę sobie jednego – niech w końcu ktoś ubierze się dziwnie, będę miała o czym wtedy pisać...
Maria Pińska