Zbliża się nowy sezon Formuły 1
KATEGORIA: Sport
Już 8 marca w Australii zacznie się nowy sezon Formuły 1. Przyniesie on największą od lat zmianę przepisów w ciągu jednego sezonu – rewolucja techniczna będzie obejmować regulacje dotyczące aerodynamiki, silników, wagi samochodów oraz dodatkowych systemów. Ostatni taki ruch miał miejsce w 2022 r. i obejmował zmiany w aerodynamice, ale nie spełnił pokładanych w nim nadziei na większą liczbę manewrów wyprzedzania w wyścigach. Nowe przepisy naturalnie wzbudzają wielkie zainteresowanie komentatorów i kibiców. Ale to nie jedyna nowość, która czeka nas w nowym sezonie.
Podobnie jak od wielu lat, przed sezonem przeprowadzone zostały testy nowych bolidów. Ich pierwsza tura odbyła się pod koniec stycznia w Barcelonie i oficjalnie nie była dostępna dla publiczności, z kolei dwie następne, już otwarte tury testów przedsezonowych przeprowadzono w lutym w Bahrajnie i mogły one być relacjonowane przez media. Testy ujawniły do pewnego stopnia możliwy układ sił w tym sezonie, ale trzeba mieć na uwadze, że część zespołów nie pokazała jeszcze pełni swoich możliwości. Co zatem wiemy?
Mercedes, Red Bull, McLaren i Ferrari od kilku sezonów wymieniani są jako faworyci w walce o najwyższe lokaty. W czasie testów wszystkie cztery ekipy prezentowały solidne tempo i udowodniły, że również przy nowych regulacjach są poważnymi kandydatami do końcowych sukcesów. Najlepszy czas testów w Bahrajnie ustanowił Charles Leclerc (Ferrari) – 1:31.992 podczas ostatniego dnia trzeciej tury. Jednak najwięcej dni kończyło się najlepszymi czasami kierowców Mercedesa, dzięki czemu eksperci typują ich na faworytów sezonu. Swoje trzy grosze dołożył jeszcze McLaren – pierwszy dzień testów na torze Sakhir zakończył się najlepszym czasem Lando Norrisa.
Czy to jest wreszcie sezon Ferrari?
Dobra postawa ekipy z Maranello rozbudziła nadzieje na walkę o pierwsze od 2007 r. mistrzostwo świata kierowców. Jednak Scuderia przykuła uwagę także innymi, ciekawymi rozwiązaniami. Podczas próbnych startów czerwone bolidy rozpędzały się znacznie szybciej od rywali. Powodem przewagi włoskiej ekipy na tym polu jest zastosowanie mniejszej turbosprężarki, co zmniejszyło zjawisko turbodziury, czyli czasu niezbędnego do rozkręcenia turbiny i rozpędzenia auta tuż po starcie, co jest związane z brakiem MGU-H (urządzenia odzyskującego energię cieplną ze spalin i zamieniającego ją na energię elektryczną, które w czasie startu utrzymywało odpowiednie obroty turbiny) w nowych jednostkach napędowych. Ferrari testowało także nietypowy sposób otwierania się tylnego skrzydła na prostych – obracało się ono o 180 stopni zamiast otwierać w sposób podobny do stosowanego w latach 2011-25 systemu DRS. To rozwiązanie może obniżyć docisk o 7% i przełożyć się na dodatkowe 5-8 km/h na prostych. W przeszłości zespoły Formuły 1 potrafiły wprowadzać z różnym skutkiem ciekawe rozwiązania techniczne, bazujące na nietypowej interpretacji przepisów. Czy te, które testowała ekipa z Maranello, okażą się gamechangerem na miarę podwójnego dyfuzora Brawn GP z 2009 roku? Czas pokaże.
W kontekście Ferrari nie można pominąć również decyzji strategicznych oraz komunikacji wewnątrz zespołu, z czym w ostatnich latach były poważne problemy. Formuła 1 wymaga precyzyjnej komunikacji, tymczasem w ostatnich latach znakiem rozpoznawczym włoskiej ekipy były absurdalne wymiany zdań między kierowcami i inżynierami wyścigowymi. Tifosi czekają na mistrzostwo świata kierowców dla Ferrari już 19 lat. Nadzieje są wielkie, więc pora, aby Scuderia wreszcie je spełniła.
Przełamać „klątwę drugiego fotela”
W czasie nadchodzącego sezonu warto także przyglądać się Red Bullowi. To będzie pierwszy pełny sezon austriackiego zespołu bez Christiana Hornera na czele – na stanowisku szefa zespołu zastąpił go Laurent Mekies (wcześniej Ferrari i Racing Bulls). Zabraknie także Helmuta Marko, który był „szarą eminencją” zespołów Red Bulla w Formule 1. Red Bull i Racing Bulls zdecydowały się także na zmianę dostawcy silników – jednostki napędowe Hondy zostaną zastąpione przez jednostki Forda, który wraca do Formuły 1 po 22 latach.
Zmiana zaszła także na fotelu drugiego kierowcy – Yukiego Tsunodę zastąpi Isack Hadjar. Młody Francuz zaliczył dobry debiut w zeszłym sezonie (zdobył trzecie miejsce w Grand Prix Holandii), czym zapracował sobie na promocję z Racing Bulls do głównego zespołu Red Bulla. Od odejścia Daniela Ricciardo w 2018 r. Red Bull nie potrafił znaleźć dobrego drugiego kierowcy – Pierre Gasly musiał wrócić do juniorskiej ekipy już w połowie sezonu 2019. Nieco dłużej trwała przygoda Alexa Albona, który także nie spełnił pokładanych nadziei i po pandemicznym sezonie 2020 także musiał odejść z Red Bulla – Taj przez rok jeździł w serii DTM, by wrócić do Formuły 1 w 2022 r. w zespole Williamsa. Wydawało się, że idealnym drugim kierowcą będzie Sergio Perez, sprowadzony do Milton Keynes w 2021 r., ale stracił miejsce po nieudanym sezonie 2024. Czy Hadjar będzie tym, który przełamie „klątwę drugiego fotela”?
Kto może zaskoczyć?
Ciekawie będzie także w środku stawki. W testach w Bahrajnie dobrze prezentował się Haas. Amerykański zespół wreszcie pokonał pozasportowe problemy i zacieśnił współpracę z Toyotą. W statystyce przejechanych okrążeń w czasie testów jego kierowcy ustąpili tylko Mercedesowi. Wielkie nadzieje związane są z Oliverem Bearmanem – jeśli młody Brytyjczyk pokaże się z dobrej strony, prawdopodobnie zapewni sobie miejsce w Ferrari po odejściu Lewisa Hamiltona.
Audi od kilku lat przymierzało się do wejścia do Formuły 1. W tym sezonie nadarzyła się do tego dobra okazja, ze względu na zmiany przepisów, które uprościły budowę silników. Niemiecka marka zastąpi w stawce Saubera, który jeździł w najwyższej serii sportów motorowych od 1993 r., przejmując jego infrastrukturę i pracowników. Kierowcami nowej ekipy będą Niemiec Nico Hulkenberg i Brazylijczyk Gabriel Bortoleto. Mimo początkowych problemów wyniki testów są obiecujące, jednak mnożą się pytania o zbudowany od nowa silnik i jego trwałość.
Po poprzednim sezonie wydawało się, że Williams ma przed sobą dobre perspektywy na przyszłość. Początek sezonu przyniósł ekipie z Grove kryzys – chodzi o opóźnienia w budowie bolidu oraz 40-kilogramową nadwagę nowego auta. Było to widoczne w czasach osiąganych w czasie testów – Alex Albon i Carlos Sainz notowali słabsze czasy od kierowców Alpine, Racing Bulls, Audi i Haasa. Williams będzie miał dużo pracy w trakcie sezonu, by choć trochę nawiązać do względnie udanego roku 2025.
Małą sensacją były natomiast wyniki osiągane przez zespół Alpine. Ostatnia ekipa zeszłorocznej stawki zmieniła dostawcę silników, ponieważ z tej roli wycofało się Renault. W to miejsce natomiast wskoczył Mercedes. Pierre Gasly i Franco Colapinto uzyskiwali dobre czasy testów, co daje nadzieję, że zespół Flavio Briatore włączy się do walki o bycie najlepszym zespołem środka stawki.
Powrót „GP2 engine”?
Wydawało się, że Aston Martin ma wszystko, by w perspektywie kilku lat stać się ekipą, która będzie realnie liczyła się w walce o mistrzostwo Formuły 1. Silniki Hondy, które w czasie 6 sezonów w Red Bullu sprawdzały się rewelacyjnie, utytułowany Adrian Newey jako szef zespołu, czy Enrico Cardile (wcześniej Ferrari) jako dyrektor techniczny. Wiarygodności mocarstwowych planów „zielonych” dodawały pogłoski wiążące z nimi m.in. Maxa Verstappena, Charlesa Leclerca i George’a Russella. Testy boleśnie zweryfikowały te złudzenia. Bolidy Aston Martina przejechały najmniej okrążeń, natomiast ich czasy były średnio aż o 4 sekundy słabsze od tych czołówki. Kierowcy zespołu jako problem wskazują silne wibracje, których źródłem ma być bateria. Nowe regulacje wymagały przeprojektowania jednostki napędowej przez japońskiego konstruktora, co wyeliminowało przewagę silników, z którymi Red Bull odnosił sukcesy, ale również doprowadziło do wzrostu awaryjności. Do tego nagłe zmiany projektu bolidu spowodowały braki części, które dawały się we znaki w czasie testów. Jednak jak twierdzi włoski dziennikarz Roberto Chinchero, sytuacja w Aston Martinie ma być tak zła, że Adrian Newey miał rozważać nawet opcję niepojawienia się na pierwszym wyścigu w Australii – byłoby to niezgodne z Concorde Agreement. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest wzięcie przez „zielonych” udziału w GP Australii, ale wycofanie się z wyścigu po kilku okrążeniach. Podobieństwo do problemów Williamsa z 2019 r. rzuca się w oczy.
Zapowiada się jeden z najbardziej wyrównanych i najciekawszych sezonów w ostatnich latach. Czy Charles Leclerc będzie miał wszystko, co potrzeba, by zdobyć upragnione mistrzostwo świata? Może to Lando Norris obroni tytuł i zamknie usta krytykom, którzy określali go – trochę na wyrost – „najgorszym mistrzem świata”? Czy Max Verstappen pokaże, że jest w stanie wygrywać bez względu na wszystko? Albo – może to kluczowa okaże się solidność, która jest atutem George’a Russella? Może zaskoczy któryś z pozostałych kierowców? Z tych powodów warto będzie śledzić nadchodzący sezon Formuły 1.
Autor: Jacek Dobiański
Podobnie jak od wielu lat, przed sezonem przeprowadzone zostały testy nowych bolidów. Ich pierwsza tura odbyła się pod koniec stycznia w Barcelonie i oficjalnie nie była dostępna dla publiczności, z kolei dwie następne, już otwarte tury testów przedsezonowych przeprowadzono w lutym w Bahrajnie i mogły one być relacjonowane przez media. Testy ujawniły do pewnego stopnia możliwy układ sił w tym sezonie, ale trzeba mieć na uwadze, że część zespołów nie pokazała jeszcze pełni swoich możliwości. Co zatem wiemy?
Mercedes, Red Bull, McLaren i Ferrari od kilku sezonów wymieniani są jako faworyci w walce o najwyższe lokaty. W czasie testów wszystkie cztery ekipy prezentowały solidne tempo i udowodniły, że również przy nowych regulacjach są poważnymi kandydatami do końcowych sukcesów. Najlepszy czas testów w Bahrajnie ustanowił Charles Leclerc (Ferrari) – 1:31.992 podczas ostatniego dnia trzeciej tury. Jednak najwięcej dni kończyło się najlepszymi czasami kierowców Mercedesa, dzięki czemu eksperci typują ich na faworytów sezonu. Swoje trzy grosze dołożył jeszcze McLaren – pierwszy dzień testów na torze Sakhir zakończył się najlepszym czasem Lando Norrisa.
Czy to jest wreszcie sezon Ferrari?
Dobra postawa ekipy z Maranello rozbudziła nadzieje na walkę o pierwsze od 2007 r. mistrzostwo świata kierowców. Jednak Scuderia przykuła uwagę także innymi, ciekawymi rozwiązaniami. Podczas próbnych startów czerwone bolidy rozpędzały się znacznie szybciej od rywali. Powodem przewagi włoskiej ekipy na tym polu jest zastosowanie mniejszej turbosprężarki, co zmniejszyło zjawisko turbodziury, czyli czasu niezbędnego do rozkręcenia turbiny i rozpędzenia auta tuż po starcie, co jest związane z brakiem MGU-H (urządzenia odzyskującego energię cieplną ze spalin i zamieniającego ją na energię elektryczną, które w czasie startu utrzymywało odpowiednie obroty turbiny) w nowych jednostkach napędowych. Ferrari testowało także nietypowy sposób otwierania się tylnego skrzydła na prostych – obracało się ono o 180 stopni zamiast otwierać w sposób podobny do stosowanego w latach 2011-25 systemu DRS. To rozwiązanie może obniżyć docisk o 7% i przełożyć się na dodatkowe 5-8 km/h na prostych. W przeszłości zespoły Formuły 1 potrafiły wprowadzać z różnym skutkiem ciekawe rozwiązania techniczne, bazujące na nietypowej interpretacji przepisów. Czy te, które testowała ekipa z Maranello, okażą się gamechangerem na miarę podwójnego dyfuzora Brawn GP z 2009 roku? Czas pokaże.
W kontekście Ferrari nie można pominąć również decyzji strategicznych oraz komunikacji wewnątrz zespołu, z czym w ostatnich latach były poważne problemy. Formuła 1 wymaga precyzyjnej komunikacji, tymczasem w ostatnich latach znakiem rozpoznawczym włoskiej ekipy były absurdalne wymiany zdań między kierowcami i inżynierami wyścigowymi. Tifosi czekają na mistrzostwo świata kierowców dla Ferrari już 19 lat. Nadzieje są wielkie, więc pora, aby Scuderia wreszcie je spełniła.
Przełamać „klątwę drugiego fotela”
W czasie nadchodzącego sezonu warto także przyglądać się Red Bullowi. To będzie pierwszy pełny sezon austriackiego zespołu bez Christiana Hornera na czele – na stanowisku szefa zespołu zastąpił go Laurent Mekies (wcześniej Ferrari i Racing Bulls). Zabraknie także Helmuta Marko, który był „szarą eminencją” zespołów Red Bulla w Formule 1. Red Bull i Racing Bulls zdecydowały się także na zmianę dostawcy silników – jednostki napędowe Hondy zostaną zastąpione przez jednostki Forda, który wraca do Formuły 1 po 22 latach.
Zmiana zaszła także na fotelu drugiego kierowcy – Yukiego Tsunodę zastąpi Isack Hadjar. Młody Francuz zaliczył dobry debiut w zeszłym sezonie (zdobył trzecie miejsce w Grand Prix Holandii), czym zapracował sobie na promocję z Racing Bulls do głównego zespołu Red Bulla. Od odejścia Daniela Ricciardo w 2018 r. Red Bull nie potrafił znaleźć dobrego drugiego kierowcy – Pierre Gasly musiał wrócić do juniorskiej ekipy już w połowie sezonu 2019. Nieco dłużej trwała przygoda Alexa Albona, który także nie spełnił pokładanych nadziei i po pandemicznym sezonie 2020 także musiał odejść z Red Bulla – Taj przez rok jeździł w serii DTM, by wrócić do Formuły 1 w 2022 r. w zespole Williamsa. Wydawało się, że idealnym drugim kierowcą będzie Sergio Perez, sprowadzony do Milton Keynes w 2021 r., ale stracił miejsce po nieudanym sezonie 2024. Czy Hadjar będzie tym, który przełamie „klątwę drugiego fotela”?
Kto może zaskoczyć?
Ciekawie będzie także w środku stawki. W testach w Bahrajnie dobrze prezentował się Haas. Amerykański zespół wreszcie pokonał pozasportowe problemy i zacieśnił współpracę z Toyotą. W statystyce przejechanych okrążeń w czasie testów jego kierowcy ustąpili tylko Mercedesowi. Wielkie nadzieje związane są z Oliverem Bearmanem – jeśli młody Brytyjczyk pokaże się z dobrej strony, prawdopodobnie zapewni sobie miejsce w Ferrari po odejściu Lewisa Hamiltona.
Audi od kilku lat przymierzało się do wejścia do Formuły 1. W tym sezonie nadarzyła się do tego dobra okazja, ze względu na zmiany przepisów, które uprościły budowę silników. Niemiecka marka zastąpi w stawce Saubera, który jeździł w najwyższej serii sportów motorowych od 1993 r., przejmując jego infrastrukturę i pracowników. Kierowcami nowej ekipy będą Niemiec Nico Hulkenberg i Brazylijczyk Gabriel Bortoleto. Mimo początkowych problemów wyniki testów są obiecujące, jednak mnożą się pytania o zbudowany od nowa silnik i jego trwałość.
Po poprzednim sezonie wydawało się, że Williams ma przed sobą dobre perspektywy na przyszłość. Początek sezonu przyniósł ekipie z Grove kryzys – chodzi o opóźnienia w budowie bolidu oraz 40-kilogramową nadwagę nowego auta. Było to widoczne w czasach osiąganych w czasie testów – Alex Albon i Carlos Sainz notowali słabsze czasy od kierowców Alpine, Racing Bulls, Audi i Haasa. Williams będzie miał dużo pracy w trakcie sezonu, by choć trochę nawiązać do względnie udanego roku 2025.
Małą sensacją były natomiast wyniki osiągane przez zespół Alpine. Ostatnia ekipa zeszłorocznej stawki zmieniła dostawcę silników, ponieważ z tej roli wycofało się Renault. W to miejsce natomiast wskoczył Mercedes. Pierre Gasly i Franco Colapinto uzyskiwali dobre czasy testów, co daje nadzieję, że zespół Flavio Briatore włączy się do walki o bycie najlepszym zespołem środka stawki.
Powrót „GP2 engine”?
Wydawało się, że Aston Martin ma wszystko, by w perspektywie kilku lat stać się ekipą, która będzie realnie liczyła się w walce o mistrzostwo Formuły 1. Silniki Hondy, które w czasie 6 sezonów w Red Bullu sprawdzały się rewelacyjnie, utytułowany Adrian Newey jako szef zespołu, czy Enrico Cardile (wcześniej Ferrari) jako dyrektor techniczny. Wiarygodności mocarstwowych planów „zielonych” dodawały pogłoski wiążące z nimi m.in. Maxa Verstappena, Charlesa Leclerca i George’a Russella. Testy boleśnie zweryfikowały te złudzenia. Bolidy Aston Martina przejechały najmniej okrążeń, natomiast ich czasy były średnio aż o 4 sekundy słabsze od tych czołówki. Kierowcy zespołu jako problem wskazują silne wibracje, których źródłem ma być bateria. Nowe regulacje wymagały przeprojektowania jednostki napędowej przez japońskiego konstruktora, co wyeliminowało przewagę silników, z którymi Red Bull odnosił sukcesy, ale również doprowadziło do wzrostu awaryjności. Do tego nagłe zmiany projektu bolidu spowodowały braki części, które dawały się we znaki w czasie testów. Jednak jak twierdzi włoski dziennikarz Roberto Chinchero, sytuacja w Aston Martinie ma być tak zła, że Adrian Newey miał rozważać nawet opcję niepojawienia się na pierwszym wyścigu w Australii – byłoby to niezgodne z Concorde Agreement. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest wzięcie przez „zielonych” udziału w GP Australii, ale wycofanie się z wyścigu po kilku okrążeniach. Podobieństwo do problemów Williamsa z 2019 r. rzuca się w oczy.
Zapowiada się jeden z najbardziej wyrównanych i najciekawszych sezonów w ostatnich latach. Czy Charles Leclerc będzie miał wszystko, co potrzeba, by zdobyć upragnione mistrzostwo świata? Może to Lando Norris obroni tytuł i zamknie usta krytykom, którzy określali go – trochę na wyrost – „najgorszym mistrzem świata”? Czy Max Verstappen pokaże, że jest w stanie wygrywać bez względu na wszystko? Albo – może to kluczowa okaże się solidność, która jest atutem George’a Russella? Może zaskoczy któryś z pozostałych kierowców? Z tych powodów warto będzie śledzić nadchodzący sezon Formuły 1.
Autor: Jacek Dobiański