Projektowanie zaangażowania. Czy to koniec inżynierii uzależnień?
KATEGORIA: Afera
Media społecznościowe, stawiające siebie jako sposób na łączenie ludzi, wydają się już nikogo nie przekonywać. Teorie o tym, że giganci technologiczni śledzą naszą aktywność w Internecie, a telefon podsłuchuje nasze rozmowy, by Google mogło jak najszybciej dostarczyć nam spersonalizowane reklamy traktowane są z coraz mniejszym dystansem. Co nawet bardziej niepokojące, te dotychczas traktowane priorytetowo kwestie prywatności zaczynają ustępować pola pytaniom o to, co media społecznościowe robią z nami samymi.
Nieskończony scroll postów, dostosowanych specjalnie do nas przez algorytmy śledzące każdy gest, polubienie, czas oglądania czy nawet zawahanie palca podczas przewijania, ma za zadanie utrzymać nas przy ekranie tak długo, jak to tylko możliwe. Każda sekunda to zysk dla gigantów technologicznych, którzy zupełnie świadomie, ale jednak przy okazji powodują szereg problemów behawioralnych i psychicznych oraz zamykają swoich użytkowników w bańkach informacyjnych. W toczącej się wciąż walce o uwagę cierpimy tak naprawdę tylko my.
Wygląda jednak na to, że sytuacja zaczęła się istotnie zmieniać. Ogólnoświatowe przyzwolenie na projektowanie uzależniających aplikacji wydaje się kończyć.
Na przełomie stycznia i lutego 2026 roku ruszył proces sądowy w Los Angeles. Dwudziestoletnia kobieta pod pseudonimem K.G.M. pozywa firmy Meta i Google - właścicieli odpowiednio serwisów Instagram oraz YouTube, twierdząc, że całe dzieciństwo spędziła przykuta do ekranu, spędzając czas na tych dwóch platformach. Według pozwu brak odpowiednich mechanizmów ograniczania czasu korzystania z aplikacji oraz projektowanie ich w sposób zwiększający zaangażowanie użytkowników doprowadziły ją do poważnych problemów psychicznych oraz rodzinnych. Firmy Snap oraz TikTok podpisały ugody przed rozpoczęciem procesu.
Mark Zuckerberg, prezes Meta, w lutym na przesłuchaniu podczas procesu zaprzeczał, jakoby projekt Instagrama miał na celu uzależnianie użytkowników. Przesłuchanie w sądzie w Los Angeles, dotyczyło między innymi wypowiedzi Zuckerberga z 2024 roku, kiedy podczas przesłuchania przed kongresem twierdził, że zespoły pracujące nad ich aplikacjami nie pracowały z celem zwiększenia ilości czasu, jaki użytkownicy spędzają w ich aplikacjach. Stoi to w sprzeczności z treścią pisanej przez niego w 2014 i 2015 korespondencji, w której zwiększenie zaangażowanie użytkowników było wymieniane jako jeden z celów, a od których w tym etapie prezes Mety się odcina, twierdząc, że firma od tamtego czasu zmieniła swój kierunek.
Większość platform społecznościowych faktycznie wprowadziło takie narzędzia jak kontrola rodzicielska, dobrowolne limity czasu ekranowego czy specjalne "konta dla nastolatków" z bardziej rygorystycznymi ustawieniami prywatności i filtrowaniem treści. Żadne z tych narzędzi nie pozwala jednak na ograniczenie narzędzi nakierowanych na zaangażowanie – ściana postów wciąż się nie kończy.
Sam proces jest istotny nie tylko ze względu na potencjalne odszkodowanie dla kobiety, ale również jako precedens, który otworzyć może drogę dla innych podobnych pozwów w stronę gigantów technologicznych. Pozwów skierowanych w stronę firm odpowiedzialnych za aplikacje takie jak TikTok, Snapchat czy właśnie Instagram w samych Stanach Zjednoczonych jest już ponad 1500. Podstawą do ich złożenia mają być oskarżenia w stronę firm, że mimo wiedzy na temat uzależniającego oraz szkodliwego dla zdrowia psychicznego działania aplikacji, firmy nie zmieniają swoich założeń i przyzwalając na taki stan rzeczy, świadczą swoje usługi.
Pod koniec roku 2023 Stan Massachusetts również wysunął pozew przeciwko firmie Meta, twierdząc, że aplikacja stworzona jest tak, by uzależniać użytkowników poprzez takie funkcje jak możliwość nieskończonego scrollowania i ciągłe powiadomienia – negatywne skutki dotykać miały setek tysięcy nastolatków zamieszkujących stan. Firma twierdzi, że ich aplikacja zapewnia odpowiednie zabezpieczenia dla nastolatków oraz powołuje się na konstytucyjną wolność słowa, którą według nich pozew narusza. W 2025 roku z kolei miasto Nowy Jork złożyło swój własny pozew przeciwko aż czterem gigantom technologicznym – firmy Meta, Alphabet, Snap oraz ByteDance zostały oskarżone o uzależniające projekty aplikacji. Obie sprawy wciąż trwają, a podobnych pozwów z wielu innych stanów jest przeciwko firmie już dziesiątki.
Co mówi nauka?
Wydaje się, że obawy nie są bezpodstawne. Opublikowana w zeszłym roku w BMC Pediatrics meta-analiza badań naukowych wykazała, że nadmierne korzystanie media społecznościowe wiązało się z problemami z pamięcią, uwagą i funkcjami wykonawczymi, szczególnie w grupach z objawami uzależnienia. Badanie pokazało jednak, że w niektórych przypadkach social media mogły wspierać umiejętności językowe i komunikację. W innym badaniu z udziałem 4159 studentów wykazano, że uzależnienie od smartfonu wiąże się ze wzrostem lęku społecznego związanego z mediami społecznościowymi oraz pogorszeniem dobrostanu psychicznego. Z kolei analiza opublikowana w American Journal of Law & Medicine wskazuje,że algorytmy rekomendacji stosowane przez platformy społecznościowe mogą wzmacniać ekspozycję młodych użytkowników na szkodliwe treści, a mechanizmy takie jak system lajków czy nieskończone przewijanie zwiększają zaangażowanie poprzez aktywację systemu nagrody w mózgu. Jeszcze inne, przeprowadzone na ponad tysiącu studentach badanie w Chinach pokazało istotny związek między uzależniającym korzystaniem z mediów społecznościowych a problemami psychicznymi.
Uzależniający w założeniach
Aza Raskin, który w2006 roku stworzył pierwszy projekt aplikacji opartych na nieskończonym skrolowaniu, twierdzi, że jego wynalazek pozbawia mózg czasu na dogonienie strumienia spływających bodźców, ograniczając w konsekwencji jego zdolność do wysłania nam sygnału stop. Raskin żałuje powstania swojego wynalazku, wyrażając wręcz poczucie winy za miliony godzin dziennie, które są pożerane codziennie na całym świecie przez przeglądanie mediów społecznościowych.
Świat zaczyna reagować
10 grudnia 2025 w Australii, zgodnie z przyjętym w listopadzie 2024 Online Safety Amendment, wszedł w życie zakaz kont w mediach społecznościowych dla osób poniżej 16 roku życia, a platformy muszą blokować i usuwać konta użytkowników poniżej tego wieku.
Działania Australii rozpoczęły ruchy na całym świecie. Prace nad różnymi formami regulacji rozpoczęły takie kraje jak Włochy, Dania, Norwegia czy Malezja. Rząd Wielkiej Brytanii odrzucił na ten moment pomysł całkowitego zakazu, jednak rozpoczęto konsultacje z rodzicami na temat potencjalnych ograniczeń dostępu do mediów społecznościowych dla dzieci i młodzieży poniżej 16. roku życia. Konsultacje ruszyły z początkiem marca i potrwają 3 miesiące. Rozważane są takie kroki jak wiek minimalny, banowanie części funkcjonalności aplikacji lub ograniczenie dostępu do mediów społecznościowych w określonych godzinach. Zapowiadane są testy pilotażowe różnych propozycji, w celu oszacowania skutków, jakie te restrykcje mogą przynieść.
Prace trwają także w Polsce
W ostatnich tygodniach klub KO przedstawił propozycje ograniczeń, które miałyby być ujęte w zapowiadanej od pewnego czasu ustawie, której celem ma być ograniczenie dostępu młodzieży do 15 r. życia do mediów społecznościowych. Propozycja zakłada całkowitą blokadę korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 15 r. życia, co miałoby być egzekwowane przez mechanizmy weryfikujące wiek użytkownika przed udzieleniem dostępu do aplikacji.
Zeszłoroczne wdrożenie w Australii jednak wskazuje, że problemy z całkowitym zakazem również istnieją. W ostatnim miesiącu w Australii gwałtownie wzrosło pobrań aplikacji VPN, pozwalających na łączenie się z Internetem przez komputerowego pośrednika gdzieś na świecie, co myli aplikacje, że użytkownik jest nie w Australii, a na przykład gdzieś w Europie.
Czy ban to jedyna ścieżka?
Przeciwnicy zakazu mediów społecznościowych wskazują, poza nadużywaniem usług VPN w Australii, na wady oraz bezzasadność takiego rozwiązania. Argumentują, że badania wykazują jedynie korelacje, które nie powinny być traktowane jako relacje przyczynowe. Podnoszone są również obawy, czy takie zakazy nie są zbyt dużym ograniczeniem wolności oraz zabieraniem istotnej części życia, jaką dla wielu nieletnich użytkowników stanowią media społecznościowe. W październiku 2024 roku ponad 140 australijskich i międzynarodowych naukowców wystosowało otwarty apel do premiera Australii, Anthony'ego Albanese, nawołując do wycofania zakazów. Jako ryzykowną określa się również dysproporcję między zakazami. Jeśli zakażemy mediów społecznościowych, to jaką mamy pewność, że nieletni nie udadzą się do nieregulowanych, znacznie bardziej ryzykownych zakątków Internetu?
Zamiast tego wskazuje się na wiele alternatywnych ścieżek poradzenia sobie z problemem. Najbardziej optymistyczną wizją jest wprowadzenie regulacji, które wymuszą na portalach społecznościowych zmianę swojego sposobu działania – usunięcie nieskończonego przewijania czy ograniczenie personalizacji treści.
Na gruncie obecnej debaty nad potencjalnymi regulacjami w Polsce, za skupieniem się na promowaniu bezpieczniejszego środowiska, a przeciwko bezwzględnym zakazom, dla Radia Afera wypowiedział się poseł Bartłomiej Wróblewski:
„Problem jest poważny i rosnący. Nie dotyczy tylko samego wpływu, ale wręcz uzależnienia od mediów społecznościowych, które dotyka nie tylko dzieci, lecz także dorosłych. Wprowadzenie całkowitego zakazu kontaktu dzieci z mediami społecznościowymi wydaje mi się wątpliwe. Jest tyle możliwości obchodzenia systemów, że trzeba uważać, by nie tworzyć zakazów fikcyjnych – takich, które przyjmujemy na papierze, ale ostatecznie nie działają. Nie mam żadnych wątpliwości, że w różnych przestrzeniach można wprowadzać ograniczenia. Sektorowe ograniczanie dostępu wydaje mi się właściwym kierunkiem. Mam tu na myśli na przykład ograniczenie dostępu w szkole, tworzenie przestrzeni, w których tego cyfrowego wpływu jest mniej, oraz działania, które rodzice mogą podejmować w domu.”
Niezależnie od postulowanego kierunku, wydaje się panować powszechna zgoda, że problem jest realny i palący, wymagający zdecydowanego działania. Najbliższy okres może pokazać, że rozpoczął się właśnie czas radykalnej zmiany dla mediów społecznościowych, które, zmuszone do wymyślenia siebie na nowo, być może zaproponują nam koncepcję, która zamiast wykorzystywać słabości naszej psychiki, przyniesie wymierną korzyść nie tylko gigantom technologicznym, ale i nam. Do tego czasu pozostaje mieć nadzieję, że nasilająca się krytyka okaże się wystarczająca.
Autor: Kacper Roszczak
Źródła: bbc.com; spokesman.com; aljazeera.com; reuters.com; cambridge.org; link.springer.com; nature.com; TVP Info; theguardian.com; westernsydney.edu.au
Nieskończony scroll postów, dostosowanych specjalnie do nas przez algorytmy śledzące każdy gest, polubienie, czas oglądania czy nawet zawahanie palca podczas przewijania, ma za zadanie utrzymać nas przy ekranie tak długo, jak to tylko możliwe. Każda sekunda to zysk dla gigantów technologicznych, którzy zupełnie świadomie, ale jednak przy okazji powodują szereg problemów behawioralnych i psychicznych oraz zamykają swoich użytkowników w bańkach informacyjnych. W toczącej się wciąż walce o uwagę cierpimy tak naprawdę tylko my.
Wygląda jednak na to, że sytuacja zaczęła się istotnie zmieniać. Ogólnoświatowe przyzwolenie na projektowanie uzależniających aplikacji wydaje się kończyć.
Na przełomie stycznia i lutego 2026 roku ruszył proces sądowy w Los Angeles. Dwudziestoletnia kobieta pod pseudonimem K.G.M. pozywa firmy Meta i Google - właścicieli odpowiednio serwisów Instagram oraz YouTube, twierdząc, że całe dzieciństwo spędziła przykuta do ekranu, spędzając czas na tych dwóch platformach. Według pozwu brak odpowiednich mechanizmów ograniczania czasu korzystania z aplikacji oraz projektowanie ich w sposób zwiększający zaangażowanie użytkowników doprowadziły ją do poważnych problemów psychicznych oraz rodzinnych. Firmy Snap oraz TikTok podpisały ugody przed rozpoczęciem procesu.
Mark Zuckerberg, prezes Meta, w lutym na przesłuchaniu podczas procesu zaprzeczał, jakoby projekt Instagrama miał na celu uzależnianie użytkowników. Przesłuchanie w sądzie w Los Angeles, dotyczyło między innymi wypowiedzi Zuckerberga z 2024 roku, kiedy podczas przesłuchania przed kongresem twierdził, że zespoły pracujące nad ich aplikacjami nie pracowały z celem zwiększenia ilości czasu, jaki użytkownicy spędzają w ich aplikacjach. Stoi to w sprzeczności z treścią pisanej przez niego w 2014 i 2015 korespondencji, w której zwiększenie zaangażowanie użytkowników było wymieniane jako jeden z celów, a od których w tym etapie prezes Mety się odcina, twierdząc, że firma od tamtego czasu zmieniła swój kierunek.
Większość platform społecznościowych faktycznie wprowadziło takie narzędzia jak kontrola rodzicielska, dobrowolne limity czasu ekranowego czy specjalne "konta dla nastolatków" z bardziej rygorystycznymi ustawieniami prywatności i filtrowaniem treści. Żadne z tych narzędzi nie pozwala jednak na ograniczenie narzędzi nakierowanych na zaangażowanie – ściana postów wciąż się nie kończy.
Sam proces jest istotny nie tylko ze względu na potencjalne odszkodowanie dla kobiety, ale również jako precedens, który otworzyć może drogę dla innych podobnych pozwów w stronę gigantów technologicznych. Pozwów skierowanych w stronę firm odpowiedzialnych za aplikacje takie jak TikTok, Snapchat czy właśnie Instagram w samych Stanach Zjednoczonych jest już ponad 1500. Podstawą do ich złożenia mają być oskarżenia w stronę firm, że mimo wiedzy na temat uzależniającego oraz szkodliwego dla zdrowia psychicznego działania aplikacji, firmy nie zmieniają swoich założeń i przyzwalając na taki stan rzeczy, świadczą swoje usługi.
Pod koniec roku 2023 Stan Massachusetts również wysunął pozew przeciwko firmie Meta, twierdząc, że aplikacja stworzona jest tak, by uzależniać użytkowników poprzez takie funkcje jak możliwość nieskończonego scrollowania i ciągłe powiadomienia – negatywne skutki dotykać miały setek tysięcy nastolatków zamieszkujących stan. Firma twierdzi, że ich aplikacja zapewnia odpowiednie zabezpieczenia dla nastolatków oraz powołuje się na konstytucyjną wolność słowa, którą według nich pozew narusza. W 2025 roku z kolei miasto Nowy Jork złożyło swój własny pozew przeciwko aż czterem gigantom technologicznym – firmy Meta, Alphabet, Snap oraz ByteDance zostały oskarżone o uzależniające projekty aplikacji. Obie sprawy wciąż trwają, a podobnych pozwów z wielu innych stanów jest przeciwko firmie już dziesiątki.
Co mówi nauka?
Wydaje się, że obawy nie są bezpodstawne. Opublikowana w zeszłym roku w BMC Pediatrics meta-analiza badań naukowych wykazała, że nadmierne korzystanie media społecznościowe wiązało się z problemami z pamięcią, uwagą i funkcjami wykonawczymi, szczególnie w grupach z objawami uzależnienia. Badanie pokazało jednak, że w niektórych przypadkach social media mogły wspierać umiejętności językowe i komunikację. W innym badaniu z udziałem 4159 studentów wykazano, że uzależnienie od smartfonu wiąże się ze wzrostem lęku społecznego związanego z mediami społecznościowymi oraz pogorszeniem dobrostanu psychicznego. Z kolei analiza opublikowana w American Journal of Law & Medicine wskazuje,że algorytmy rekomendacji stosowane przez platformy społecznościowe mogą wzmacniać ekspozycję młodych użytkowników na szkodliwe treści, a mechanizmy takie jak system lajków czy nieskończone przewijanie zwiększają zaangażowanie poprzez aktywację systemu nagrody w mózgu. Jeszcze inne, przeprowadzone na ponad tysiącu studentach badanie w Chinach pokazało istotny związek między uzależniającym korzystaniem z mediów społecznościowych a problemami psychicznymi.
Uzależniający w założeniach
Aza Raskin, który w2006 roku stworzył pierwszy projekt aplikacji opartych na nieskończonym skrolowaniu, twierdzi, że jego wynalazek pozbawia mózg czasu na dogonienie strumienia spływających bodźców, ograniczając w konsekwencji jego zdolność do wysłania nam sygnału stop. Raskin żałuje powstania swojego wynalazku, wyrażając wręcz poczucie winy za miliony godzin dziennie, które są pożerane codziennie na całym świecie przez przeglądanie mediów społecznościowych.
Świat zaczyna reagować
10 grudnia 2025 w Australii, zgodnie z przyjętym w listopadzie 2024 Online Safety Amendment, wszedł w życie zakaz kont w mediach społecznościowych dla osób poniżej 16 roku życia, a platformy muszą blokować i usuwać konta użytkowników poniżej tego wieku.
Działania Australii rozpoczęły ruchy na całym świecie. Prace nad różnymi formami regulacji rozpoczęły takie kraje jak Włochy, Dania, Norwegia czy Malezja. Rząd Wielkiej Brytanii odrzucił na ten moment pomysł całkowitego zakazu, jednak rozpoczęto konsultacje z rodzicami na temat potencjalnych ograniczeń dostępu do mediów społecznościowych dla dzieci i młodzieży poniżej 16. roku życia. Konsultacje ruszyły z początkiem marca i potrwają 3 miesiące. Rozważane są takie kroki jak wiek minimalny, banowanie części funkcjonalności aplikacji lub ograniczenie dostępu do mediów społecznościowych w określonych godzinach. Zapowiadane są testy pilotażowe różnych propozycji, w celu oszacowania skutków, jakie te restrykcje mogą przynieść.
Prace trwają także w Polsce
W ostatnich tygodniach klub KO przedstawił propozycje ograniczeń, które miałyby być ujęte w zapowiadanej od pewnego czasu ustawie, której celem ma być ograniczenie dostępu młodzieży do 15 r. życia do mediów społecznościowych. Propozycja zakłada całkowitą blokadę korzystania z mediów społecznościowych dla osób poniżej 15 r. życia, co miałoby być egzekwowane przez mechanizmy weryfikujące wiek użytkownika przed udzieleniem dostępu do aplikacji.
Zeszłoroczne wdrożenie w Australii jednak wskazuje, że problemy z całkowitym zakazem również istnieją. W ostatnim miesiącu w Australii gwałtownie wzrosło pobrań aplikacji VPN, pozwalających na łączenie się z Internetem przez komputerowego pośrednika gdzieś na świecie, co myli aplikacje, że użytkownik jest nie w Australii, a na przykład gdzieś w Europie.
Czy ban to jedyna ścieżka?
Przeciwnicy zakazu mediów społecznościowych wskazują, poza nadużywaniem usług VPN w Australii, na wady oraz bezzasadność takiego rozwiązania. Argumentują, że badania wykazują jedynie korelacje, które nie powinny być traktowane jako relacje przyczynowe. Podnoszone są również obawy, czy takie zakazy nie są zbyt dużym ograniczeniem wolności oraz zabieraniem istotnej części życia, jaką dla wielu nieletnich użytkowników stanowią media społecznościowe. W październiku 2024 roku ponad 140 australijskich i międzynarodowych naukowców wystosowało otwarty apel do premiera Australii, Anthony'ego Albanese, nawołując do wycofania zakazów. Jako ryzykowną określa się również dysproporcję między zakazami. Jeśli zakażemy mediów społecznościowych, to jaką mamy pewność, że nieletni nie udadzą się do nieregulowanych, znacznie bardziej ryzykownych zakątków Internetu?
Zamiast tego wskazuje się na wiele alternatywnych ścieżek poradzenia sobie z problemem. Najbardziej optymistyczną wizją jest wprowadzenie regulacji, które wymuszą na portalach społecznościowych zmianę swojego sposobu działania – usunięcie nieskończonego przewijania czy ograniczenie personalizacji treści.
Na gruncie obecnej debaty nad potencjalnymi regulacjami w Polsce, za skupieniem się na promowaniu bezpieczniejszego środowiska, a przeciwko bezwzględnym zakazom, dla Radia Afera wypowiedział się poseł Bartłomiej Wróblewski:
„Problem jest poważny i rosnący. Nie dotyczy tylko samego wpływu, ale wręcz uzależnienia od mediów społecznościowych, które dotyka nie tylko dzieci, lecz także dorosłych. Wprowadzenie całkowitego zakazu kontaktu dzieci z mediami społecznościowymi wydaje mi się wątpliwe. Jest tyle możliwości obchodzenia systemów, że trzeba uważać, by nie tworzyć zakazów fikcyjnych – takich, które przyjmujemy na papierze, ale ostatecznie nie działają. Nie mam żadnych wątpliwości, że w różnych przestrzeniach można wprowadzać ograniczenia. Sektorowe ograniczanie dostępu wydaje mi się właściwym kierunkiem. Mam tu na myśli na przykład ograniczenie dostępu w szkole, tworzenie przestrzeni, w których tego cyfrowego wpływu jest mniej, oraz działania, które rodzice mogą podejmować w domu.”
Niezależnie od postulowanego kierunku, wydaje się panować powszechna zgoda, że problem jest realny i palący, wymagający zdecydowanego działania. Najbliższy okres może pokazać, że rozpoczął się właśnie czas radykalnej zmiany dla mediów społecznościowych, które, zmuszone do wymyślenia siebie na nowo, być może zaproponują nam koncepcję, która zamiast wykorzystywać słabości naszej psychiki, przyniesie wymierną korzyść nie tylko gigantom technologicznym, ale i nam. Do tego czasu pozostaje mieć nadzieję, że nasilająca się krytyka okaże się wystarczająca.
Autor: Kacper Roszczak
Źródła: bbc.com; spokesman.com; aljazeera.com; reuters.com; cambridge.org; link.springer.com; nature.com; TVP Info; theguardian.com; westernsydney.edu.au