Recenzja najnowszego tytułu w Teatrze Muzycznym - musical “Rewolta”

KATEGORIA: Kultura

W ostatnich latach wśród premier Teatru Muzycznego w Poznaniu można znaleźć tytuły prosto z Broadwayu: “Drogi Evanie Hansenie”, “Cabaret” czy “Piękna i ”Bestia”. Jednak to na oryginalne produkcje czekamy najbardziej. Są nam bliższe, zawierają głos w sprawach głęboko przez nas rozumianych. Nie inaczej jest tym razem. “Rewolta” to spektakl nowoczesny, mówiący o polskiej przeszłości.

Jest to historia oryginalna, osadzona w realiach Poznańskiego Czerwca 1956 roku, którą napisał Przemysław Pilarski w oparciu o dzieje rodziny Przemysława Kieliszewskiego. Głównymi bohaterami są Franek i Mietek, którzy z piekła wojny i obozów trafiają do nowej rzeczywistości. Jednak Poznań nie jest tym miastem, które bohaterowie znali przed wojną, a oni sami nie są osobami, którymi byli wcześniej. Franek był kiedyś nauczycielem, a teraz jako przeciwnik nowego porządku zmuszony jest pracować w fabryce za głodową pensję. Mietek, naiwnie wierząc w zmianę, znalazł swoje miejsce w Partii, gdzie ciągnie się za nim widmo buntowniczego brata. Stają po przeciwnych stronach barykady, a rodzinny konflikt rozgrywa się na tle zbiorowego oporu przeciw opresji.

W głównych rolach występują Mariusz Ostrowski/Patryk Kośnicki jako Franek, Michał Kocurek/Maksymilian Pluto-Prądzyński w roki Mietka oraz Iga  Klein/Katarzyna Tapek jako Monika. Duet Ostrowski & Kocurek od pierwszej minuty wciąga nas w tę opowieść. Każdy z nich ma okazję popisać się wokalnie. “Smycz” - dobrze znany nam utwór Kory, w wersji Michała Kocurka, staje się niesamowitym komentarzem na temat władzy komunistycznej. Mariusz Ostrowski najlepiej wypada za to w utworach zbiorowych, gdzie jego mocny  głos przewodzi rewolucji, chociaż solo w “Nocnym Patrolu” równie mocno zapada w pamięć, świetnie oddając atmosferę niepokoju i niewidzialnego nadzoru. Klein jako ambitna reporterka sprawnie balansuje między dociekliwością i dziennikarskim uporem a wrażliwością i rodzącym się uczuciem, a do tego zachwyca wokalami.

Twórcy zdecydowali się opowiedzieć historię poprzez postacie Szczunów pracujących w fabryce. Każdy z nim ma inny charakter i dzielą się z nami kolejnymi fragmentami opowieści. Jest to o tyle nietypowe, że często przełamują czwartą ścianę i zwracają się bezpośrednio do widza. Pewnie znajdą się zwolennicy i przeciwnicy takiego rozwiązania, jednak narracja ta nie jest nachalna i napędza cały spektakl. Niektórzy mogliby mieć zarzut co do jednej z ostatnich scen, gdzie na moment widz zostaje wywołany do tablicy i dość dosadnie tłumaczy mu się powagę materiału źródłowego - ja jednak uważam, że teatr ma wywoływać emocje, a sala była bardzo poruszona (Mikołaj). Autorzy jednak nie do końca się zgadzają. Ja  uważam, że nawet jeśli jedną z docelowych grup widzów “Rewolty” są uczniowie szkół średnich, wydaje się to zbędne (Lusia).

Nie byłoby Rewolty bez piosenek Maanamu i tekstów Kory Jackowskiej. Nie możemy Wam opowiedzieć o naszych ulubionych piosenkach, bo musielibyśmy opowiedzieć o wszystkim. Utwory są zaaranżowane w taki sposób, żeby nic się nie powtórzyło - mamy zabawę formą, muzykę, która zmienia się z tekstem, ale także disco? 
Oj tak, tego nie da się wyjaśnić, to trzeba zobaczyć i usłyszeć. Jednak muszę w tym miejscu wspomnieć, że “Oddech Szczura” w wykonaniu Oksany Hamerskiej, grającej Śmierć, nie daje mi spać w nocy - to tak dobre wykonanie, tak dobrego numeru w tak dobrej aranżacji, że aż słów mi brakuje i mogę was jedynie zapewnić, że nie będziecie już potrzebować innych wersji (Mikołaj).

Wraz z zespołem aktorskim na scenie możemy zobaczyć tancerzy w choreografii autorstwa Barbary Olech, która ruchem opowiada tę historię w sposób graficzny i bardzo widowiskowy. Sceny tańca to inny wymiar. Czy spodziewaliśmy się voguingu w trakcie rewolucji? Nie, ale to coś, co okazało się zaskakująco trafione. 

Całość dopełniają przekonująca charakteryzacja i kostiumy, które są wariacją na temat prawdziwych strojów z dawnych lat, a scenografia utrzymana w odcieniach szarości tworzy solidną podstawę historii i symbolizuje nastroje tamtych czasów. Na uwagę zasługuje też starannie dopracowana reżyseria światła, która dynamicznie komentuje to, co widzimy na scenie.

To pozytywna opowieść o przebudzeniu… słyszymy w pewnym momencie.  Mimo że wydarzenie opisywane w spektaklu trudno nazwać pozytywnymi, to ogólne przesłanie napawa nadzieją i skłania do refleksji. Pamięć nigdy nie umiera, gdy dotyczy ludzi. Krzywda nigdy nie zniknie i to od nas zależy po której stronie barykady staniemy. Może się wydawać, że Rewolta to opowieść dla młodzieży, ale tak naprawdę jest to uniwersalna historia dla każdego - poruszane w niej problemy są nadal aktualne, palące i wymagają uwagi.

A jeśli jesteście ciekawi tego, co twórcy Rewolty opowiedzieli o pracy nad spektaklem, to odsyłamy was do posłuchania jednego z ostatnich odcinków Sabotażu Kulturalnego!

Sabotaż Kulturalny #182 - Premiera Rewolty w Teatrze Muzycznym w Poznaniu

Lucyna Sutkowska
Mikołaj Nalewajko

Ta strona wykorzystuje cookies tylko do analizy odwiedzin. Nie przechowujemy żadnych danych personalnych. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystywanie cookies, możesz je zablokować w ustawieniach swojej przeglądarki.

OK