Powidoki tegorocznej edycji Millennium Docs Against Gravity
KATEGORIA: Kultura
Prowadzące tegoroczne radio na wynos z Millennium Docs Against Gravity dzielą się swoimi ulubionymi tytułami z tegorocznej edycji. Filmy możecie oglądać online do 1 czerwca na oficjalnej stronie festiwalu.
Weronika Mrowińska:
Przed MDAG wiedziałam o istnieniu Marlee Matlin, jednak po seansie filmu „Marlee Matlin, nie jesteś sama” wiem, że jej postać zostanie ze mną na dłużej.
Dokument przedstawiający historię życia pierwszej głuchej aktorki, która otrzymała Oscara, na początku może wydawać się typową opowieścią o osobie, która mimo przeciwności losu osiągnęła swój cel. W tym przypadku historia zaczyna się jednak od wielkiej wygranej, a następnie ukazuje losy Marlee po sukcesie oraz stopniowo odsłania z czym musiała mierzyć się już jako dziecko.
Film, w moim odczuciu, nie wynosi Marlee Matlin na piedestał za jej osiągnięcia na rzecz środowiska głuchych, lecz pokazuje historię kobiety, która mogłaby być naszą sąsiadką. W trakcie seansu słyszący widz ma możliwość zobaczyć, jak bardzo osoby głuche są omijane w naszym społeczeństwie oraz z jak dużymi barierami komunikacyjnymi muszą się mierzyć.
Sama Marlee, która urodziła się w słyszącej rodzinie, początkowo nie była świadoma wszystkich przeszkód jakie napotykała. Film pokazuje jej wykluczanie z rozmów przy rodzinnym stole, zmuszanie do nauki mówienia - jakby ASL (American Sign Language) był niewystarczającym sposobem komunikacji - a także ograniczanie możliwości wyboru ról i stygmatyzację.
Dokument ukazuje również, jak zróżnicowane jest środowisko głuchych. Po wielkim sukcesie Marlee część tej społeczności zaczęła traktować ją jako „swój głos” - w takich sprawach jak walka o napisy w filmach czy wybór pierwszego głuchego rektora Uniwersytetu Gallaudeta. Jednocześnie część środowiska odwróciła się od niej, gdy rok po swoim sukcesie aktorka zdecydowała się odczytać nominacje podczas gali oscarowej, wykorzystując zarówno język migowy jak i mowę.
Obserwując tak różnorodne doświadczenia życiowe aktorki, poznajemy również trudne historie związane z jej uzależnieniami oraz przemocą domową. To jeszcze mocniej pokazuje nam, że Marlee Matlin jest zwyczajną kobietą - tak samo narażoną na nadużycia, problemy psychiczne i cierpienie jak każda inna osoba.
Mimo dużej ilości poczucia niesprawiedliwości i smutku, które towarzyszyły mi podczas seansu, wyszłam z niego z nadzieją, że właśnie takie historie mogą realnie zmieniać sposób postrzegania osób głuchych w naszym społeczeństwie. Choć mamy jeszcze wiele do zrobienia, aby osoby głuche mogły funkcjonować na równych zasadach - bez barier, wykluczenia i konieczności ciągłego dopasowywania się do świata słyszących.
Zofia Cieszkiewicz:
Niezaprzeczalnie najlepszym filmem, ktory miałam okazję zobaczyć na MDAG są “Kandydaci śmierci” Macieja Cuske. Historia z pozoru prosta: ojciec ze swoim synem i jego dwoma przyjaciółmi, co roku w trakcie wakacji wyjeżdża w Polskę, aby nagrać własnym sumptem amatorski horror. Samoistnie staje się to zapisem dojrzewania chłopców. Widz może obserwować jak zmieniały się ich problemy, spojrzenie na świat i upodobania. Dzieje się to za pomocą wstawek z przeszłości, które w zgrabny sposób dodane są do najnowszej wyprawy chłopaków.
Pojawia się jednak dysonans między tym co było a tym co jest. Nie ma już chłopców, którzy zrobią wszystko by nagrać film. Zamiast nich są młodzi dorośli, którzy mają już własne życia. Czy będą w stanie odnaleźć na nowo wspólny język? Czy ojcu uda się scalić grupę chłopaków? Nie odpowiem Wam na te pytania, obejrzyjcie film, a dowiecie się sami…
Weronika Mrowińska:
Przed MDAG wiedziałam o istnieniu Marlee Matlin, jednak po seansie filmu „Marlee Matlin, nie jesteś sama” wiem, że jej postać zostanie ze mną na dłużej.
Dokument przedstawiający historię życia pierwszej głuchej aktorki, która otrzymała Oscara, na początku może wydawać się typową opowieścią o osobie, która mimo przeciwności losu osiągnęła swój cel. W tym przypadku historia zaczyna się jednak od wielkiej wygranej, a następnie ukazuje losy Marlee po sukcesie oraz stopniowo odsłania z czym musiała mierzyć się już jako dziecko.
Film, w moim odczuciu, nie wynosi Marlee Matlin na piedestał za jej osiągnięcia na rzecz środowiska głuchych, lecz pokazuje historię kobiety, która mogłaby być naszą sąsiadką. W trakcie seansu słyszący widz ma możliwość zobaczyć, jak bardzo osoby głuche są omijane w naszym społeczeństwie oraz z jak dużymi barierami komunikacyjnymi muszą się mierzyć.
Sama Marlee, która urodziła się w słyszącej rodzinie, początkowo nie była świadoma wszystkich przeszkód jakie napotykała. Film pokazuje jej wykluczanie z rozmów przy rodzinnym stole, zmuszanie do nauki mówienia - jakby ASL (American Sign Language) był niewystarczającym sposobem komunikacji - a także ograniczanie możliwości wyboru ról i stygmatyzację.
Dokument ukazuje również, jak zróżnicowane jest środowisko głuchych. Po wielkim sukcesie Marlee część tej społeczności zaczęła traktować ją jako „swój głos” - w takich sprawach jak walka o napisy w filmach czy wybór pierwszego głuchego rektora Uniwersytetu Gallaudeta. Jednocześnie część środowiska odwróciła się od niej, gdy rok po swoim sukcesie aktorka zdecydowała się odczytać nominacje podczas gali oscarowej, wykorzystując zarówno język migowy jak i mowę.
Obserwując tak różnorodne doświadczenia życiowe aktorki, poznajemy również trudne historie związane z jej uzależnieniami oraz przemocą domową. To jeszcze mocniej pokazuje nam, że Marlee Matlin jest zwyczajną kobietą - tak samo narażoną na nadużycia, problemy psychiczne i cierpienie jak każda inna osoba.
Mimo dużej ilości poczucia niesprawiedliwości i smutku, które towarzyszyły mi podczas seansu, wyszłam z niego z nadzieją, że właśnie takie historie mogą realnie zmieniać sposób postrzegania osób głuchych w naszym społeczeństwie. Choć mamy jeszcze wiele do zrobienia, aby osoby głuche mogły funkcjonować na równych zasadach - bez barier, wykluczenia i konieczności ciągłego dopasowywania się do świata słyszących.
Zofia Cieszkiewicz:
Niezaprzeczalnie najlepszym filmem, ktory miałam okazję zobaczyć na MDAG są “Kandydaci śmierci” Macieja Cuske. Historia z pozoru prosta: ojciec ze swoim synem i jego dwoma przyjaciółmi, co roku w trakcie wakacji wyjeżdża w Polskę, aby nagrać własnym sumptem amatorski horror. Samoistnie staje się to zapisem dojrzewania chłopców. Widz może obserwować jak zmieniały się ich problemy, spojrzenie na świat i upodobania. Dzieje się to za pomocą wstawek z przeszłości, które w zgrabny sposób dodane są do najnowszej wyprawy chłopaków.
Pojawia się jednak dysonans między tym co było a tym co jest. Nie ma już chłopców, którzy zrobią wszystko by nagrać film. Zamiast nich są młodzi dorośli, którzy mają już własne życia. Czy będą w stanie odnaleźć na nowo wspólny język? Czy ojcu uda się scalić grupę chłopaków? Nie odpowiem Wam na te pytania, obejrzyjcie film, a dowiecie się sami…