Marzenia zamknięte w VHS
KATEGORIA: Kultura
Recenzja powstała we współpracy z wydawnictwem słowo/obraz terytoria.
Grzegorz Fortuna to badacz świata filmu, obecnie doktor Uniwersytetu Gdańskiego oraz współtwórca Octopus Film Festival. Jego szerokie zainteresowanie kinem spowodowało, że napisał książkę “Elektroniczny bandyta. Rynek wideo w Polsce okresu transformacji” , która została nominowana do Nagrody im. Bolesława Michałka i jest dopowiedzeniem do rozprawy doktorskiej o tym samym tytule.
Współcześnie często zauważamy nawiązania do minionych czasów, szczególnie jeśli chodzi o zjawiska popkulturowe. Wykorzystują to również globalne marki, aby wzbudzić w konsumentach poczucie nostalgii. Nierzadko przewija się motyw prosto z amerykańskich filmów o nastolatkach, co może wpływać na generację Z. Co jednak z tymi, którzy pamiętają intrygujące lata osiemdziesiąte i rewolucyjne dziewięćdziesiąte na własnej skórze, ale te w polskim wydaniu? Czy one były kolorowe?
Tak, jeśli uznamy, że te barwy pochodziły z ekranu telewizora, który pokazywał nagrania zamieszczone na kasetach VHS. Czym one były? Przyznam, że moje dzieciństwo już obyło się bez nich, zostały wtedy zastąpione przez płyty DVD i Blu-ray. Video Home System (stąd pochodzi używany skrót) to format analogowego zapisu wideo na taśmie magnetycznej, początki jego obecności na rynku datuje się na rok 1976. Był to moment, który stał się podwaliną dla doby powszechnego dostępu do filmów z całego świata, jak ma to miejsce obecnie. Posiadając nośnik kasetowy mogliśmy obejrzeć nasz ulubiony film kiedy tylko chcemy, co wówczas było niemałą rewolucją na rynku rozrywkowym.
Książka w przystępny sposób przytacza fenomen wypożyczalni kaset, które stanowiły ważny element ówczesnej kultury i krajobrazu miejskiego. W okresie potransformacyjnym w Polsce, kiedy to wolny rynek pozwolił na otwarcie prywatnych biznesów, panował rozkwit wypożyczalni. Były one na każdym kroku, a ich znaczenie rosło z dnia na dzień. Poniekąd przyjęły rolę lokalnego centrum kultury, gdzie dostęp do mainstreamowych treści był szerszy niż wcześniej. Wynikało to z faktu, że prawo autorskie, które obecnie funkcjonuje, wtedy nie było uregulowane formalnie. Dlatego wielokrotne nagrywanie bez licencji i wypuszczanie pirackich wersji do obiegu było normą. Co więcej, istniejący Jarmark Europa (wtedy największe targowisko na kontynencie) przyczynił się do tego procederu. Choć wcześniej miejsce było słynnym już Stadionem Dziesięciolecia Manifestu Lipcowego, dziś w jego lokalizacji znajduje się Stadion Narodowy, który kryje w sobie wiele nieoczywistych historii.
Skala handlu była ogromna - doliczono się kilkunastu milionów sztuk różnych nośników. Jednak działania były otoczone aurą nielegalności. Interwencja rządu USA i producentów z Hollywood przyspieszyła prace legislacyjne, co doprowadziło do uchwalenia w 1994 roku ustawy o prawie autorskim.
Niezwykle ciekawym zjawiskiem związanym z VHS jest nagrywanie głosu lektora do filmów z oryginalną ścieżką dźwiękową oraz wypowiedziami bohaterów. Na zachód od Odry standardem był profesjonalnie nagrany w studiu dubbing albo odpowiednio przetłumaczone napisy. Jednak u nas był lektor, który czytał kwestie wszystkich płci. Do dziś możemy wymienić niezapomniane głosy, takich osób jak: Tomasz Knapik, Maciej Gudowski, Janusz Szydłowski, czy Jacek Brzostyński. Z drugiej strony mieliśmy również samozwańczych lektorów - studenci filologii angielskiej i niemieckiej, którzy w sposób chałupniczy, czyli “na ucho” tłumaczyli zagraniczne dzieła kinematografii. Translacja wychodziła im czasem w sposób śmieszny, a czasem żenujący.
Osoba tłumacząca włączała magnetowid (to było urządzenie na którym odtwarzało się taśmy VHS) i czytała tekst na żywo, a w tle był oryginalny dźwięk z filmu. To zaburzało dobry odbiór dla widza, gdyż skupiał się na głosie lektora zamiast na efektach specjalnych. W efekcie taśmy-matki zwyczajnie ulegały zniszczeniu poprzez taką wielokrotną eksploatację. Zdarzało się, że momentami dźwięk był delikatnie przytłumiony, robotyczny albo całkowicie zanikał. Taśma kasety bardzo się zużywała i rozciągała, co dziś jest nie do pomyślenia.
Przy okazji rozpowszechnienia dostępu do filmów, szczególnie dużą popularnością cieszyły się te z gatunku akcji z wyrazistym bohaterem, który był bezbłędny w przeróżnych sztukach walki. Najlepszym przykładem jest Bruce Lee i film pt. “Wejście Smoka”, który pochodził z roku 1973. Na podwórkach powstało wiele legend o “ciosie śmierci” czy pompkach na jednym kciuku. Kult idola polegał nie tylko na jego sile fizycznej, ale wielkiej mądrości i wyznawanej filozofii. Pojawiały się też inne nazwiska kojarzone z siłowym rozwiązywaniem problemów:
“Elektroniczny bandyta” to tytuł niezwykle trafny, ponieważ podkreśla piracki charakter rozpowszechnienia filmów na analogowych nośnikach wśród Polaków. Z drugiej strony w czasach dostępu do filmów na żądanie budzi to śmiech, ale w końcu w ten sposób po wielu latach za Żelazną Kurtyną głód na popkulturę był przeogromny. To ciekawe, jak kapitalizm spowodował otwarcie na świat Zachodu, który był wtedy marzeniem, a dziś traktujemy to jako normalny stan rzeczy.
Jagna Jaśkowiak
Grzegorz Fortuna to badacz świata filmu, obecnie doktor Uniwersytetu Gdańskiego oraz współtwórca Octopus Film Festival. Jego szerokie zainteresowanie kinem spowodowało, że napisał książkę “Elektroniczny bandyta. Rynek wideo w Polsce okresu transformacji” , która została nominowana do Nagrody im. Bolesława Michałka i jest dopowiedzeniem do rozprawy doktorskiej o tym samym tytule.
Współcześnie często zauważamy nawiązania do minionych czasów, szczególnie jeśli chodzi o zjawiska popkulturowe. Wykorzystują to również globalne marki, aby wzbudzić w konsumentach poczucie nostalgii. Nierzadko przewija się motyw prosto z amerykańskich filmów o nastolatkach, co może wpływać na generację Z. Co jednak z tymi, którzy pamiętają intrygujące lata osiemdziesiąte i rewolucyjne dziewięćdziesiąte na własnej skórze, ale te w polskim wydaniu? Czy one były kolorowe?
Tak, jeśli uznamy, że te barwy pochodziły z ekranu telewizora, który pokazywał nagrania zamieszczone na kasetach VHS. Czym one były? Przyznam, że moje dzieciństwo już obyło się bez nich, zostały wtedy zastąpione przez płyty DVD i Blu-ray. Video Home System (stąd pochodzi używany skrót) to format analogowego zapisu wideo na taśmie magnetycznej, początki jego obecności na rynku datuje się na rok 1976. Był to moment, który stał się podwaliną dla doby powszechnego dostępu do filmów z całego świata, jak ma to miejsce obecnie. Posiadając nośnik kasetowy mogliśmy obejrzeć nasz ulubiony film kiedy tylko chcemy, co wówczas było niemałą rewolucją na rynku rozrywkowym.
Książka w przystępny sposób przytacza fenomen wypożyczalni kaset, które stanowiły ważny element ówczesnej kultury i krajobrazu miejskiego. W okresie potransformacyjnym w Polsce, kiedy to wolny rynek pozwolił na otwarcie prywatnych biznesów, panował rozkwit wypożyczalni. Były one na każdym kroku, a ich znaczenie rosło z dnia na dzień. Poniekąd przyjęły rolę lokalnego centrum kultury, gdzie dostęp do mainstreamowych treści był szerszy niż wcześniej. Wynikało to z faktu, że prawo autorskie, które obecnie funkcjonuje, wtedy nie było uregulowane formalnie. Dlatego wielokrotne nagrywanie bez licencji i wypuszczanie pirackich wersji do obiegu było normą. Co więcej, istniejący Jarmark Europa (wtedy największe targowisko na kontynencie) przyczynił się do tego procederu. Choć wcześniej miejsce było słynnym już Stadionem Dziesięciolecia Manifestu Lipcowego, dziś w jego lokalizacji znajduje się Stadion Narodowy, który kryje w sobie wiele nieoczywistych historii.
Skala handlu była ogromna - doliczono się kilkunastu milionów sztuk różnych nośników. Jednak działania były otoczone aurą nielegalności. Interwencja rządu USA i producentów z Hollywood przyspieszyła prace legislacyjne, co doprowadziło do uchwalenia w 1994 roku ustawy o prawie autorskim.
Niezwykle ciekawym zjawiskiem związanym z VHS jest nagrywanie głosu lektora do filmów z oryginalną ścieżką dźwiękową oraz wypowiedziami bohaterów. Na zachód od Odry standardem był profesjonalnie nagrany w studiu dubbing albo odpowiednio przetłumaczone napisy. Jednak u nas był lektor, który czytał kwestie wszystkich płci. Do dziś możemy wymienić niezapomniane głosy, takich osób jak: Tomasz Knapik, Maciej Gudowski, Janusz Szydłowski, czy Jacek Brzostyński. Z drugiej strony mieliśmy również samozwańczych lektorów - studenci filologii angielskiej i niemieckiej, którzy w sposób chałupniczy, czyli “na ucho” tłumaczyli zagraniczne dzieła kinematografii. Translacja wychodziła im czasem w sposób śmieszny, a czasem żenujący.
Osoba tłumacząca włączała magnetowid (to było urządzenie na którym odtwarzało się taśmy VHS) i czytała tekst na żywo, a w tle był oryginalny dźwięk z filmu. To zaburzało dobry odbiór dla widza, gdyż skupiał się na głosie lektora zamiast na efektach specjalnych. W efekcie taśmy-matki zwyczajnie ulegały zniszczeniu poprzez taką wielokrotną eksploatację. Zdarzało się, że momentami dźwięk był delikatnie przytłumiony, robotyczny albo całkowicie zanikał. Taśma kasety bardzo się zużywała i rozciągała, co dziś jest nie do pomyślenia.
Przy okazji rozpowszechnienia dostępu do filmów, szczególnie dużą popularnością cieszyły się te z gatunku akcji z wyrazistym bohaterem, który był bezbłędny w przeróżnych sztukach walki. Najlepszym przykładem jest Bruce Lee i film pt. “Wejście Smoka”, który pochodził z roku 1973. Na podwórkach powstało wiele legend o “ciosie śmierci” czy pompkach na jednym kciuku. Kult idola polegał nie tylko na jego sile fizycznej, ale wielkiej mądrości i wyznawanej filozofii. Pojawiały się też inne nazwiska kojarzone z siłowym rozwiązywaniem problemów:
- Sylvester Stallone - “Rambo”, “Rocky”
- Arnold Schwarzenegger - “Terminator”, “Predator”, “Commando”
- Jean-Claude Van Damme - “Krwawy sport”, “Kickboxer”
- Chuck Norris - “Zaginiony w akcji”, “Strażnik Teksasu”.
“Elektroniczny bandyta” to tytuł niezwykle trafny, ponieważ podkreśla piracki charakter rozpowszechnienia filmów na analogowych nośnikach wśród Polaków. Z drugiej strony w czasach dostępu do filmów na żądanie budzi to śmiech, ale w końcu w ten sposób po wielu latach za Żelazną Kurtyną głód na popkulturę był przeogromny. To ciekawe, jak kapitalizm spowodował otwarcie na świat Zachodu, który był wtedy marzeniem, a dziś traktujemy to jako normalny stan rzeczy.
Jagna Jaśkowiak