(Nie)głośne dziewczyny
KATEGORIA: Kultura
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Poznańskim.
Dlaczego kroniki i wspomnienia powstawania szeroko pojętej sceny alternatywnej w Polsce opierały się na postaciach męskich? Czy ten świat należał tylko do części społeczeństwa, którą stanowili? Oczywiście, że nie, kobiet w alternatywie było mnóstwo, a wiele ich historii nie zostało opisanych. Jednakże część z nich została zauważona przez Magdalenę Czubaszek, która przeprowadziła znaczną ilość rozmów z bohaterkami i innymi postaciami związanymi z rodzącą się sceną niezależną. Wszystko zawarła w książce pt. “Będziesz wrzeszczeć. Dziewczyny na polskiej scenie alternatywnej lat 80.”
Podczas stanu wojennego, jak i po nim, surowe brzmienia rocka zostały utrwalone jako owoce twórczości mężczyzn. Scena była przez nich zdominowana - prawdopodobnie to są informacje powielane po dzień dzisiejszy. W krótkim czasie przypomni nam się Kora, Małgorzata Ostrowska czy Beata Kozidrak. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych miejsce zostanie udostępnione kolejnym ikonicznym wokalistkom tamtego okresu. Autorka daje głos tym, których obecności zabrakło we wspomnieniach. Wybrana forma reportażu i udokumentowanie słownych przekazów osiąga zamierzony cel. Dziewczyny także grały na instrumentach, tworzyły teksty i sprzeciwiały się nie tylko systemowi politycznemu, ale i patriarchalnym zasadom panującym w branży muzycznej.
Bohaterki nie należą do wielkich i głośnych nazwisk, lecz bardziej do undergroundu. Opisane mamy m.in.: Oczi Cziorne z Jowitą Cieślikiewicz i Anną Miądowicz, Kosmetyki Mrs. Pinki z Katarzyną Kuldą, Fatum z Ireną Jagiełką czy Mao Star. To ich twórczość stanowiła głos podziemia, które na każdym kroku były ocenianie przez pryzmat płci i wyglądu. Ich wybory życiowe często odrzucały tradycyjne role kobiet, co wiązało się z presją społeczną. Na rynku muzycznym nie były traktowane poważnie, mimo i tak już utrudnionego dostępu do odpowiedniego sprzętu.
Dla mnie to pewnego rodzaju paradoks, gdyż funkcjonowanie w kontrkulturze alternatywnej było już samo w sobie wyborem innego życia opartego na wolności i tolerancji - jednakże od środka pewne wzorce zachowań, w tym przypadku oparte na systemie patriarchalnym, nie różniły się aż tak bardzo. W tej perspektywie to dosyć smutne, ponieważ odbierano dziewczynom możliwość wyrażania się na scenie z nazwy wolnej od opresji. Ten pogłębiony portret niezależnych artystycznych subkultur pokazuje i daje realne przykłady na to jak powierzchownie odbierano ich działalność. Udzielający głosu autorce muzycy i osoby związane zawodowo z branżą muzyczną sami przyznają się do tego, że zwracali wręcz szczególną uwagę na wygląd artystek, co oczywiście jest bardzo dla nich krzywdzące. Być może gdyby nie te fakty, prawdopodobnie inaczej potoczyłyby się ich późniejsze historie.
Ważnym elementem spajającym całą książkę jest podejście autorki do bohaterek. To one wybierają istotne wydarzenia. Ciekawym jest też ich ukazanie nie jako walczących na protestach feministek, tylko wyrażających ten bunt pośrednio w prezentowanej twórczości i artyzmie. Pamiętajmy w końcu, że lata osiemdziesiąte to zupełnie inne czasy niż dziś, gdzie ogromne strajki na ulicach dotyczyły innych spraw niż prawa kobiet. One kreowały kobiecą scenę i pozwoliły na pierwsze kroki w niezależnej stronie. Nie dostajemy wybielonych celebrytek, a osoby, które popełniały błędy jak każdy z nas. Traktuję to jako zaletę, bo autorom piszącym o muzyce z czasów PRL-u zdarza się idealizować muzyków, czasem ponad ich autentyczną twórczość, co uważam psuje obiektywizm i gloryfikuje niemoralne zachowania.
Tytuł odnosi się dosłownie do dziewczyn, które musiały wrzeszczeć, aby zostać wysłuchane. To pozycja niezbędna i bardzo się cieszę, że powstał a, gdyż odsłania niewidoczne długo (niekoniecznie) historie, a herstorie. Bez starszych panów z agrafkami w koszulkach, lecz z ciągłym udowadnianiem swojej roli i pozycji na deskach małych klubów czy jarocińskiego festiwalu. Trzeba pamiętać o tej niezwykłej sile i wytrwałości w budowaniu wizerunku w poczuciu niesprawiedliwości.
Jagna Jaśkowiak
Dlaczego kroniki i wspomnienia powstawania szeroko pojętej sceny alternatywnej w Polsce opierały się na postaciach męskich? Czy ten świat należał tylko do części społeczeństwa, którą stanowili? Oczywiście, że nie, kobiet w alternatywie było mnóstwo, a wiele ich historii nie zostało opisanych. Jednakże część z nich została zauważona przez Magdalenę Czubaszek, która przeprowadziła znaczną ilość rozmów z bohaterkami i innymi postaciami związanymi z rodzącą się sceną niezależną. Wszystko zawarła w książce pt. “Będziesz wrzeszczeć. Dziewczyny na polskiej scenie alternatywnej lat 80.”
Podczas stanu wojennego, jak i po nim, surowe brzmienia rocka zostały utrwalone jako owoce twórczości mężczyzn. Scena była przez nich zdominowana - prawdopodobnie to są informacje powielane po dzień dzisiejszy. W krótkim czasie przypomni nam się Kora, Małgorzata Ostrowska czy Beata Kozidrak. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych miejsce zostanie udostępnione kolejnym ikonicznym wokalistkom tamtego okresu. Autorka daje głos tym, których obecności zabrakło we wspomnieniach. Wybrana forma reportażu i udokumentowanie słownych przekazów osiąga zamierzony cel. Dziewczyny także grały na instrumentach, tworzyły teksty i sprzeciwiały się nie tylko systemowi politycznemu, ale i patriarchalnym zasadom panującym w branży muzycznej.
Bohaterki nie należą do wielkich i głośnych nazwisk, lecz bardziej do undergroundu. Opisane mamy m.in.: Oczi Cziorne z Jowitą Cieślikiewicz i Anną Miądowicz, Kosmetyki Mrs. Pinki z Katarzyną Kuldą, Fatum z Ireną Jagiełką czy Mao Star. To ich twórczość stanowiła głos podziemia, które na każdym kroku były ocenianie przez pryzmat płci i wyglądu. Ich wybory życiowe często odrzucały tradycyjne role kobiet, co wiązało się z presją społeczną. Na rynku muzycznym nie były traktowane poważnie, mimo i tak już utrudnionego dostępu do odpowiedniego sprzętu.
Dla mnie to pewnego rodzaju paradoks, gdyż funkcjonowanie w kontrkulturze alternatywnej było już samo w sobie wyborem innego życia opartego na wolności i tolerancji - jednakże od środka pewne wzorce zachowań, w tym przypadku oparte na systemie patriarchalnym, nie różniły się aż tak bardzo. W tej perspektywie to dosyć smutne, ponieważ odbierano dziewczynom możliwość wyrażania się na scenie z nazwy wolnej od opresji. Ten pogłębiony portret niezależnych artystycznych subkultur pokazuje i daje realne przykłady na to jak powierzchownie odbierano ich działalność. Udzielający głosu autorce muzycy i osoby związane zawodowo z branżą muzyczną sami przyznają się do tego, że zwracali wręcz szczególną uwagę na wygląd artystek, co oczywiście jest bardzo dla nich krzywdzące. Być może gdyby nie te fakty, prawdopodobnie inaczej potoczyłyby się ich późniejsze historie.
Ważnym elementem spajającym całą książkę jest podejście autorki do bohaterek. To one wybierają istotne wydarzenia. Ciekawym jest też ich ukazanie nie jako walczących na protestach feministek, tylko wyrażających ten bunt pośrednio w prezentowanej twórczości i artyzmie. Pamiętajmy w końcu, że lata osiemdziesiąte to zupełnie inne czasy niż dziś, gdzie ogromne strajki na ulicach dotyczyły innych spraw niż prawa kobiet. One kreowały kobiecą scenę i pozwoliły na pierwsze kroki w niezależnej stronie. Nie dostajemy wybielonych celebrytek, a osoby, które popełniały błędy jak każdy z nas. Traktuję to jako zaletę, bo autorom piszącym o muzyce z czasów PRL-u zdarza się idealizować muzyków, czasem ponad ich autentyczną twórczość, co uważam psuje obiektywizm i gloryfikuje niemoralne zachowania.
Tytuł odnosi się dosłownie do dziewczyn, które musiały wrzeszczeć, aby zostać wysłuchane. To pozycja niezbędna i bardzo się cieszę, że powstał a, gdyż odsłania niewidoczne długo (niekoniecznie) historie, a herstorie. Bez starszych panów z agrafkami w koszulkach, lecz z ciągłym udowadnianiem swojej roli i pozycji na deskach małych klubów czy jarocińskiego festiwalu. Trzeba pamiętać o tej niezwykłej sile i wytrwałości w budowaniu wizerunku w poczuciu niesprawiedliwości.
Jagna Jaśkowiak