Lider Antonelli, powrót Hamiltona, świetny debiutant
KATEGORIA: Sport
To zdecydowanie inny sezon od wszystkich poprzednich. Formuła 1 jest jeszcze bardziej hybrydowa, niż wcześniej. Czy bardziej nieprzewidywalna? Trudno stwierdzić: sezon obfitował w zaskakujące rozstrzygnięcia, ale to Kimi Antonelli zdecydowanie prowadzi w stawce. Za jego plecami toczy się prawdziwa walka.
Od tego sezonu Formuła 1 ściga się według nowych zasad technicznych. Auta są mniejsze i lżejsze oraz wprowadzono aktywną aerodynamikę – otwierane przednie i tylne skrzydła. Te zmiany nie wzbudziły większych kontrowersji. Kierowcy i kibice ostro krytykują natomiast nowe reguły dotyczące jednostek napędowych. Obecnie komponenty spalinowe i elektryczne wytwarzają po połowie mocy. Większe znaczenie ma zatem stan naładowania baterii, co powoduje konieczność odpuszczania gazu w szybkich zakrętach. Po kilku wyścigach na początku sezonu zdecydowano się na zmianę w przepisach, która ograniczyła zjawisko nagłej utraty mocy na prostych. Mimo to nowe silniki nadal spotykają się z negatywnym odbiorem.
Najmłodszy mistrz świata?
W tych niewdzięcznych warunkach (chociaż Toto Wolff pewnie powiedziałby inaczej) najlepiej – póki co – radzi sobie Kimi Antonelli. 20-latek z Bolonii stanął na podium w 9 z 11 dotychczas rozegranych wyścigów, a 6 z nich wygrał. W dwóch pozostałych wyścigach z walki Antonellego wykluczyły problemy techniczne. Włoch ma 50 punktów przewagi nad wiceliderem klasyfikacji Lewisem Hamiltonem. Kimi ma mocne argumenty, żeby zostać najmłodszym mistrzem świata F1 w historii – regularna forma, bezbłędna jazda, dobre tempo, doświadczenie nabyte w zeszłym sezonie oraz duża dojrzałość i spokój. Ewentualne problemy z niezawodnością mogłyby pozbawić go mistrzostwa, ale te zdarzały się rzadko.
Przed sezonem wszyscy jednak spodziewali się triumfu bardziej doświadczonego George’a Russella. Wygrał dwa wyścigi (Australia i Austria, ten drugi w kontrowersyjnych okolicznościach), trzykrotnie zajął drugie miejsce. Mimo to Brytyjczyk prezentuje wyraźnie słabsze tempo. Nie pokazał do tej pory nic, dzięki czemu mógłby być poważnym kandydatem do mistrzostwa.
Ferrari nie składa broni
Kto mógłby stanąć na drodze Mercedesa do mistrzostwa świata konstruktorów? Najbardziej oczywistą odpowiedzią na to pytanie jest Ferrari. I są do tego dobre powody. Lewis Hamilton odbudował się po trudnym zeszłym sezonie. W Chinach stanął na podium po raz pierwszy w barwach Scuderii, a w Katalonii wygrał swój premierowy wyścig (co było także pierwszym triumfem ekipy z Maranello od GP Meksyku 2024). Siedmiokrotny mistrz świata jest jedynym kierowcą, który zdobył punkty we wszystkich rozegranych do tej pory weekendach.
Nieco mniej szczęścia miał Charles Leclerc – Monakijczyk częściej popełniał kosztowne błędy (w Miami stracił dwie pozycje na ostatnim okrążeniu i otrzymał karę, nie ukończył domowego wyścigu), w Barcelonie z wyścigu wyeliminowała go awaria. Leclerc miał jednak swoje momenty, a takim niewątpliwie było wygrane przez niego GP Wielkiej Brytanii oraz wyścig w Belgii dwa tygodnie później, gdzie przez pewien czas prowadził, ale ostatecznie został wyprzedzony przez Antonellego. Monakijczyk ukończył wyścig na drugiej pozycji z dwoma sekundami straty.
Atutami Ferrari w tym sezonie są niezawodność i świetna aerodynamika, dzięki której są najszybsi w zakrętach. Ale zespół z Maranello chce rzucić wyzwanie Mercedesowi – postawił na bardzo agresywny pakiet poprawek. Jeśli Scuderia chce myśleć o tytule, musi przede wszystkim rozwiązać problem powtarzających się regularnie, kompromitujących błędów strategicznych.
McLaren i Red Bull włączą się do walki?
Zmiana regulacji technicznych spowodowała korektę układu sił w stawce. Wyraźnie odczuł to McLaren. Obrońcy tytułu mistrzów świata katastrofalne weekendy (Australia, Chiny, Kanada) przeplatają bardzo dobrymi (Japonia, Miami, Katalonia) oraz połowicznie udanymi. Do takich należy – mimo wszystko – zaliczyć GP Węgier. Mistrz świata kierowców Lando Norris zdominował kwalifikacje i niedzielny wyścig. Jego zespołowy partner Oscar Piastri jechał na drugim miejscu, ale odpadł z wyścigu po awarii. Na co będzie stać McLarena? Trudno powiedzieć przy tak nieregularnej dyspozycji. Walka o mistrzostwo wymaga utrzymania stabilnej formy przez cały sezon. Z drugiej strony – jak pokazał weekend na Hungaroringu – nie można lekceważyć ekipy z Woking.
Bolid Red Bulla na ten sezon to dokładnie odwrotność konstrukcji Ferrari – Ford przygotował bardzo dobry silnik, ale aerodynamika pozostawiała wiele do życzenia. Mimo to Byki nie poddawały się i ulepszały samochód, a to przełożyło się na poprawę tempa. Nie licząc problemów w pierwszych wyścigach, zarówno Max Verstappen, jak i Isack Hadjar nie schodzili poniżej pewnego poziomu. Czterokrotny mistrz świata stara się wyciskać z samochodu maksimum i regularnie walczy o podia. Chociaż – jak sam przyznał – ściganie według nowych zasad nie daje mu przyjemności i rozważał z tego powodu zakończenie kariery. Natomiast jego francuski zespołowy partner wydaje się być dobrym drugim kierowcą – Red Bull miał w ostatnich latach problemy ze znalezieniem odpowiedniego zawodnika do drugiego fotela. Hadjar regularnie zdobywa punkty, a w Monako otarł się o podium. Przed austriackim zespołem jeszcze jednak jest dużo pracy – Red Bull nadal czeka na pierwsze zwycięstwo w tym sezonie.
Zaskoczenia w środku stawki
Również poza „Wielką Czwórką” mogliśmy spodziewać się ciekawych rozstrzygnięć. Regularnie punkty zdobywają kierowcy Racing Bulls i Alpine. Juniorska ekipa Red Bulla tylko weekend w Miami zakończyła bez zdobyczy punktowej. Świetnie spisuje się Arvid Lindblad, dla którego jest to debiutancki sezon w Formule 1, ale liderem zespołu jest Liam Lawson. Nowozelandczyk odbudował się po nieudanej przygodzie w Red Bullu i w tym sezonie regularnie widzimy go w pierwszej dziesiątce.
Alpine przed tym sezonem zmieniło dostawcę silników na Mercedesa. Okazało się to dobrym ruchem. Ekipa, która miała problemy z punktowaniem w zeszłym sezonie, w tym regularnie melduje się w pierwszej dziesiątce lub jej okolicach. Pierre Gasly w Monako stanął nawet na podium. W 11 wyścigach tego sezonu Francuz podwoił swój dorobek punktowy z całego zeszłego roku. Powody do zadowolenia ma także Franco Colapinto, który w Kanadzie zajął 6. miejsce, co jest na ten moment jego najlepszym wynikiem w karierze. Argentyńczyk w Belgii popisał się również efektownym manewrem wyprzedzania w Belgii, gdzie wyprzedził Gasly’ego i Lawsona. Dzięki temu jest duża szansa, że przygoda Colapinto w ekipie z Enstone potrwa dłużej.
Negatywnie zaskoczył natomiast Williams, który na początku sezonu mierzył się ze zbyt wysoką wagą samochodu. Tylko cud mógłby sprawić, że piąta ekipa zeszłego sezonu powtórzy swój wyczyn. Audi głównie meldowało się tuż za pierwszą dziesiątką, ale od GP Wielkiej Brytanii zaczęło regularnie punktować. Czy nowej ekipie uda się włączyć do walki o tytuł najlepszej spoza „wielkiej czwórki”?
Polak na ratunek
Aston Martin borykał się z ogromnymi problemami z samochodem w pierwszej połowie sezonu. Kierowcy tego zespołu często nie dojeżdżali do mety, a jeśli już, to z dużą stratą do czołówki. Pewną odmianą było chaotyczne GP Monako, gdzie punkt wywalczył Fernando Alonso. Doświadczony Hiszpan na Węgrzech awansował także do drugiej części kwalifikacji. Nadal są to wyniki poniżej oczekiwań sprzed sezonu. Na Grand Prix Holandii zespół ma przygotować nową specyfikację samochodu, również Honda ma przygotować nowy silnik. Na ile to wystarczy, aby poprawić wyniki ekipy Lawrence’a Strolla?
Cadillac, który w tym sezonie zadebiutował w Formule 1, nie zdobył do tej pory ani jednego punktu. Sergio Perez i Valtteri Bottas dojeżdżali do mety na odległych miejscach, a także dosyć często wycofywali się ze względu na awarie samochodu. Sytuacji nie poprawia fakt, że Aston Martin przygotowuje szeroko zakrojone poprawki. W przerwie letniej amerykańska ekipa podjęła decyzję o zmianie szefa zespołu, którym został Polak, Marcin Budkowski. Ma on spore doświadczenie jako inżynier – karierę zaczął w 2001 r. w zespole Prost GP, później pracował w Ferrari, McLarenie oraz Renault/Alpine. Cadillac podkreśla, że zmiana szefa ma związek z rozwojem zespołu. Oczekiwania są niskie, więc celem Budkowskiego będzie zmniejszenie różnicy do rywali, a na pewno dużym sukcesem zdobycie punktów w tym sezonie. Niebawem przekonamy się, czy to jest realne.
W tym roku czeka nas jeszcze 12 weekendów z Formułą 1. Najbardziej prestiżowa seria sportów motorowych zagości m.in. na wspominanym wyżej torze Madring oraz po raz pierwszy od 9 lat na torze Sepang w Malezji jako zastępstwo za odwołany wyścig w Bahrajnie. To skutek wojny na Bliskim Wschodzie, która może odcisnąć swoje dalsze piętno na kalendarzu F1. W regionie nadal jest niespokojnie, a ostatnie groźby Donalda Trumpa wobec Iranu nie poprawiają sytuacji. Nie wiadomo, czy odbędą się zaplanowane na listopad i grudzień rundy w Katarze i Abu Zabi. W grze jest przeniesienie tych weekendów do Turcji lub Włoch (wyścig miałby odbyć się na torze Imola). Przeszkodą mogą być warunki pogodowe. Nie powinniśmy za to obawiać się o Grand Prix Holandii, które odbędzie się już w ten weekend.
Przygotował: Jacek Dobiański
Od tego sezonu Formuła 1 ściga się według nowych zasad technicznych. Auta są mniejsze i lżejsze oraz wprowadzono aktywną aerodynamikę – otwierane przednie i tylne skrzydła. Te zmiany nie wzbudziły większych kontrowersji. Kierowcy i kibice ostro krytykują natomiast nowe reguły dotyczące jednostek napędowych. Obecnie komponenty spalinowe i elektryczne wytwarzają po połowie mocy. Większe znaczenie ma zatem stan naładowania baterii, co powoduje konieczność odpuszczania gazu w szybkich zakrętach. Po kilku wyścigach na początku sezonu zdecydowano się na zmianę w przepisach, która ograniczyła zjawisko nagłej utraty mocy na prostych. Mimo to nowe silniki nadal spotykają się z negatywnym odbiorem.
Najmłodszy mistrz świata?
W tych niewdzięcznych warunkach (chociaż Toto Wolff pewnie powiedziałby inaczej) najlepiej – póki co – radzi sobie Kimi Antonelli. 20-latek z Bolonii stanął na podium w 9 z 11 dotychczas rozegranych wyścigów, a 6 z nich wygrał. W dwóch pozostałych wyścigach z walki Antonellego wykluczyły problemy techniczne. Włoch ma 50 punktów przewagi nad wiceliderem klasyfikacji Lewisem Hamiltonem. Kimi ma mocne argumenty, żeby zostać najmłodszym mistrzem świata F1 w historii – regularna forma, bezbłędna jazda, dobre tempo, doświadczenie nabyte w zeszłym sezonie oraz duża dojrzałość i spokój. Ewentualne problemy z niezawodnością mogłyby pozbawić go mistrzostwa, ale te zdarzały się rzadko.
Przed sezonem wszyscy jednak spodziewali się triumfu bardziej doświadczonego George’a Russella. Wygrał dwa wyścigi (Australia i Austria, ten drugi w kontrowersyjnych okolicznościach), trzykrotnie zajął drugie miejsce. Mimo to Brytyjczyk prezentuje wyraźnie słabsze tempo. Nie pokazał do tej pory nic, dzięki czemu mógłby być poważnym kandydatem do mistrzostwa.
Ferrari nie składa broni
Kto mógłby stanąć na drodze Mercedesa do mistrzostwa świata konstruktorów? Najbardziej oczywistą odpowiedzią na to pytanie jest Ferrari. I są do tego dobre powody. Lewis Hamilton odbudował się po trudnym zeszłym sezonie. W Chinach stanął na podium po raz pierwszy w barwach Scuderii, a w Katalonii wygrał swój premierowy wyścig (co było także pierwszym triumfem ekipy z Maranello od GP Meksyku 2024). Siedmiokrotny mistrz świata jest jedynym kierowcą, który zdobył punkty we wszystkich rozegranych do tej pory weekendach.
Nieco mniej szczęścia miał Charles Leclerc – Monakijczyk częściej popełniał kosztowne błędy (w Miami stracił dwie pozycje na ostatnim okrążeniu i otrzymał karę, nie ukończył domowego wyścigu), w Barcelonie z wyścigu wyeliminowała go awaria. Leclerc miał jednak swoje momenty, a takim niewątpliwie było wygrane przez niego GP Wielkiej Brytanii oraz wyścig w Belgii dwa tygodnie później, gdzie przez pewien czas prowadził, ale ostatecznie został wyprzedzony przez Antonellego. Monakijczyk ukończył wyścig na drugiej pozycji z dwoma sekundami straty.
Atutami Ferrari w tym sezonie są niezawodność i świetna aerodynamika, dzięki której są najszybsi w zakrętach. Ale zespół z Maranello chce rzucić wyzwanie Mercedesowi – postawił na bardzo agresywny pakiet poprawek. Jeśli Scuderia chce myśleć o tytule, musi przede wszystkim rozwiązać problem powtarzających się regularnie, kompromitujących błędów strategicznych.
McLaren i Red Bull włączą się do walki?
Zmiana regulacji technicznych spowodowała korektę układu sił w stawce. Wyraźnie odczuł to McLaren. Obrońcy tytułu mistrzów świata katastrofalne weekendy (Australia, Chiny, Kanada) przeplatają bardzo dobrymi (Japonia, Miami, Katalonia) oraz połowicznie udanymi. Do takich należy – mimo wszystko – zaliczyć GP Węgier. Mistrz świata kierowców Lando Norris zdominował kwalifikacje i niedzielny wyścig. Jego zespołowy partner Oscar Piastri jechał na drugim miejscu, ale odpadł z wyścigu po awarii. Na co będzie stać McLarena? Trudno powiedzieć przy tak nieregularnej dyspozycji. Walka o mistrzostwo wymaga utrzymania stabilnej formy przez cały sezon. Z drugiej strony – jak pokazał weekend na Hungaroringu – nie można lekceważyć ekipy z Woking.
Bolid Red Bulla na ten sezon to dokładnie odwrotność konstrukcji Ferrari – Ford przygotował bardzo dobry silnik, ale aerodynamika pozostawiała wiele do życzenia. Mimo to Byki nie poddawały się i ulepszały samochód, a to przełożyło się na poprawę tempa. Nie licząc problemów w pierwszych wyścigach, zarówno Max Verstappen, jak i Isack Hadjar nie schodzili poniżej pewnego poziomu. Czterokrotny mistrz świata stara się wyciskać z samochodu maksimum i regularnie walczy o podia. Chociaż – jak sam przyznał – ściganie według nowych zasad nie daje mu przyjemności i rozważał z tego powodu zakończenie kariery. Natomiast jego francuski zespołowy partner wydaje się być dobrym drugim kierowcą – Red Bull miał w ostatnich latach problemy ze znalezieniem odpowiedniego zawodnika do drugiego fotela. Hadjar regularnie zdobywa punkty, a w Monako otarł się o podium. Przed austriackim zespołem jeszcze jednak jest dużo pracy – Red Bull nadal czeka na pierwsze zwycięstwo w tym sezonie.
Zaskoczenia w środku stawki
Również poza „Wielką Czwórką” mogliśmy spodziewać się ciekawych rozstrzygnięć. Regularnie punkty zdobywają kierowcy Racing Bulls i Alpine. Juniorska ekipa Red Bulla tylko weekend w Miami zakończyła bez zdobyczy punktowej. Świetnie spisuje się Arvid Lindblad, dla którego jest to debiutancki sezon w Formule 1, ale liderem zespołu jest Liam Lawson. Nowozelandczyk odbudował się po nieudanej przygodzie w Red Bullu i w tym sezonie regularnie widzimy go w pierwszej dziesiątce.
Alpine przed tym sezonem zmieniło dostawcę silników na Mercedesa. Okazało się to dobrym ruchem. Ekipa, która miała problemy z punktowaniem w zeszłym sezonie, w tym regularnie melduje się w pierwszej dziesiątce lub jej okolicach. Pierre Gasly w Monako stanął nawet na podium. W 11 wyścigach tego sezonu Francuz podwoił swój dorobek punktowy z całego zeszłego roku. Powody do zadowolenia ma także Franco Colapinto, który w Kanadzie zajął 6. miejsce, co jest na ten moment jego najlepszym wynikiem w karierze. Argentyńczyk w Belgii popisał się również efektownym manewrem wyprzedzania w Belgii, gdzie wyprzedził Gasly’ego i Lawsona. Dzięki temu jest duża szansa, że przygoda Colapinto w ekipie z Enstone potrwa dłużej.
Negatywnie zaskoczył natomiast Williams, który na początku sezonu mierzył się ze zbyt wysoką wagą samochodu. Tylko cud mógłby sprawić, że piąta ekipa zeszłego sezonu powtórzy swój wyczyn. Audi głównie meldowało się tuż za pierwszą dziesiątką, ale od GP Wielkiej Brytanii zaczęło regularnie punktować. Czy nowej ekipie uda się włączyć do walki o tytuł najlepszej spoza „wielkiej czwórki”?
Polak na ratunek
Aston Martin borykał się z ogromnymi problemami z samochodem w pierwszej połowie sezonu. Kierowcy tego zespołu często nie dojeżdżali do mety, a jeśli już, to z dużą stratą do czołówki. Pewną odmianą było chaotyczne GP Monako, gdzie punkt wywalczył Fernando Alonso. Doświadczony Hiszpan na Węgrzech awansował także do drugiej części kwalifikacji. Nadal są to wyniki poniżej oczekiwań sprzed sezonu. Na Grand Prix Holandii zespół ma przygotować nową specyfikację samochodu, również Honda ma przygotować nowy silnik. Na ile to wystarczy, aby poprawić wyniki ekipy Lawrence’a Strolla?
Cadillac, który w tym sezonie zadebiutował w Formule 1, nie zdobył do tej pory ani jednego punktu. Sergio Perez i Valtteri Bottas dojeżdżali do mety na odległych miejscach, a także dosyć często wycofywali się ze względu na awarie samochodu. Sytuacji nie poprawia fakt, że Aston Martin przygotowuje szeroko zakrojone poprawki. W przerwie letniej amerykańska ekipa podjęła decyzję o zmianie szefa zespołu, którym został Polak, Marcin Budkowski. Ma on spore doświadczenie jako inżynier – karierę zaczął w 2001 r. w zespole Prost GP, później pracował w Ferrari, McLarenie oraz Renault/Alpine. Cadillac podkreśla, że zmiana szefa ma związek z rozwojem zespołu. Oczekiwania są niskie, więc celem Budkowskiego będzie zmniejszenie różnicy do rywali, a na pewno dużym sukcesem zdobycie punktów w tym sezonie. Niebawem przekonamy się, czy to jest realne.
W tym roku czeka nas jeszcze 12 weekendów z Formułą 1. Najbardziej prestiżowa seria sportów motorowych zagości m.in. na wspominanym wyżej torze Madring oraz po raz pierwszy od 9 lat na torze Sepang w Malezji jako zastępstwo za odwołany wyścig w Bahrajnie. To skutek wojny na Bliskim Wschodzie, która może odcisnąć swoje dalsze piętno na kalendarzu F1. W regionie nadal jest niespokojnie, a ostatnie groźby Donalda Trumpa wobec Iranu nie poprawiają sytuacji. Nie wiadomo, czy odbędą się zaplanowane na listopad i grudzień rundy w Katarze i Abu Zabi. W grze jest przeniesienie tych weekendów do Turcji lub Włoch (wyścig miałby odbyć się na torze Imola). Przeszkodą mogą być warunki pogodowe. Nie powinniśmy za to obawiać się o Grand Prix Holandii, które odbędzie się już w ten weekend.
Przygotował: Jacek Dobiański