Niechciane Listy - recenzja płyty "Dolecz się"
KATEGORIA: Muzyka
Moją pasją od zawsze była muzyczka. Bardzo lubię jej słychać, a jeszcze bardziej na żywo. Dlatego właśnie chodzę na koncerty - jak to bywa z kapelami jedne są lepsze, a drugie gorsze. Nieczęsto jednak zdarza się, że po koncercie, wychodząc nasycony dźwiękami, zadaję pytanie: „Co ja właśnie zobaczyłem?!”. Jeśli tak, jak ja lubicie nie wiedzieć, co się Wam tak bardzo podobało, ale nadal chcecie więcej, to mam dla Was coś idealnego.
Zespół Listy to projekt założony przez Jakuba Choroszyńskiego i Cypriana Andersa, grają „alt-folk-noise rock prosto z dzikiego zachodu”, choć dla mnie i tak będzie to poezja śpiewana. Listy inspirują się polską liryką, obdzierając ją jednocześnie z klasycznego brzmienia, by umiejscowić w realiach naszego rodzimego podziemia. W ich muzyce spotykają się ballady i hałas, a gdzieś pomiędzy pojawia się tęsknota, a nawet osobliwa nostalgia. Uczucie dominowało w wielu kawałkach tego dnia. Koncert zaliczyłem do naprawdę udanych, jednak wciąż było mi mało.
Możecie sobie tylko wyobrazić moje szczęście, gdy okazało się, że Listy wydali płytę. I to jaką! Dolecz Się jest debiutanckim albumem, zbiorem sentymentów, którymi żyje nasz kraj. Eksploruje tęsknotę i kształtuje z niej historię oraz postaci. A ja Wam tę płytę szerzej przedstawię.
Podczas słuchania Dolecz Się pierwsze, co zwróciło moją uwagę to jak płyta potrafi zmieniać atmosferę. Raz unosimy się nad sennym miastem, żeby zaraz potem obudzić się głośnym i rytmicznym kawałkiem. Ale zanim się obudzimy to chciałbym Wam powiedzieć, jak urzekł mnie Sen. Utwór ten już od pierwszych sekund sprawia, że przenoszę się myślami, gdzieś bardzo dawno i bardzo daleko, trochę jak ostatni obóz letni, gdy jeszcze wszyscy byli beztroscy - zanim każdy dorósł. A potem pojawiają się słowa, które tworzą kolejne znajome dla nas obrazy i sytuacje, by utożsamić nas z historią. Pomimo szczęścia, które mnie ogarnia, czuję duży niepokój - chwila ta jest naprawdę krucha i może skończyć się wraz z nastaniem świtu.
Następnym kawałkiem jest Jesień, która brzmi zupełnie inaczej. Jest w niej coś lekkiego i romantycznego, z zadziorną funky gitarą. Tekst zabiera nas w piękny jesienny dzień, by znowu zaznaczyć jak ważna jest chwila i by nie myśleć o tym, co będzie potem. Nastraja nas do myśli, że zima nie musi być wcale taka straszna. Sam chcę w to wierzyć. Do czasu, gdy zima faktycznie nadchodzi. Cały utwór diametralnie zmienia swój charakter, gitara zamiera, a temperatura faktycznie spada poniżej zera. Jakbym zmienił piosenkę. Gdy zima w końcu przechodzi, a gitara wraca, odnoszę wrażenie, że nie brzmi już tak samo.
Jeśli zapytacie mnie przez który kawałek postanowiłem, że chcę więcej to odpowiedź jest jedna. Listy to utwór wprost z dzikiego zachodu. Dwie gitary grają w taki sposób, że przenosi mnie to na western. Wokal brzmi jednak bardzo znajomo, jakby kapela urwała się z Jarocina lat 90. W utworze poznajemy bohatera, który dostaje listy. Piosenka opowiada historię, której nie mogę Wam zdradzić, bo nie chce zdradzać najlepszego. Także słuchajcie uważnie słów i dajcie się ponieść muzyce, bo ona komplementuje znaczenie. Trąbka w tym utworze gra w taki sposób, że nie mogę zapomnieć tego momentu, a na koncercie zastąpił ją akordeon, który był z innej planety i pasował idealnie.
Na sam koniec zostawiłem tytułowe Dolecz Się. Nie bez powodu ten utwór zamyka płytę. Tekst daje pole do popisu we własnej interpretacji Za każdym razem gdy go słucham mam wrażenie, że jest dla mnie o czymś innym, a gdy w końcu myślę, że rozumiem to pojawia się coś nowego. Piosenka należy do kategorii tych „głośnych” na płycie. Dużo brzmienia buduje się z czasem, aż zaczyna kipić. Właśnie za to lubię ten numer, to jak buduje emocje aż do ich kulminacji - idealny zabieg na koniec.
Jeśli macie ochotę na nostalgiczną podróż z głośnym rockowym brzmieniem to polecam Wam sięgnąć po płytę Dolecz Się. Zespół Listy pokazał mi, że poezja może być śpiewana w sposób o jakim nie myślałem wcześniej. Naprawdę stado dobrych dźwięków, których polecam Wam najbardziej posłuchać na żywo, gdy tylko nadarzy się okazja.
Mikołaj Nalewajko
Zespół Listy to projekt założony przez Jakuba Choroszyńskiego i Cypriana Andersa, grają „alt-folk-noise rock prosto z dzikiego zachodu”, choć dla mnie i tak będzie to poezja śpiewana. Listy inspirują się polską liryką, obdzierając ją jednocześnie z klasycznego brzmienia, by umiejscowić w realiach naszego rodzimego podziemia. W ich muzyce spotykają się ballady i hałas, a gdzieś pomiędzy pojawia się tęsknota, a nawet osobliwa nostalgia. Uczucie dominowało w wielu kawałkach tego dnia. Koncert zaliczyłem do naprawdę udanych, jednak wciąż było mi mało.
Możecie sobie tylko wyobrazić moje szczęście, gdy okazało się, że Listy wydali płytę. I to jaką! Dolecz Się jest debiutanckim albumem, zbiorem sentymentów, którymi żyje nasz kraj. Eksploruje tęsknotę i kształtuje z niej historię oraz postaci. A ja Wam tę płytę szerzej przedstawię.
Podczas słuchania Dolecz Się pierwsze, co zwróciło moją uwagę to jak płyta potrafi zmieniać atmosferę. Raz unosimy się nad sennym miastem, żeby zaraz potem obudzić się głośnym i rytmicznym kawałkiem. Ale zanim się obudzimy to chciałbym Wam powiedzieć, jak urzekł mnie Sen. Utwór ten już od pierwszych sekund sprawia, że przenoszę się myślami, gdzieś bardzo dawno i bardzo daleko, trochę jak ostatni obóz letni, gdy jeszcze wszyscy byli beztroscy - zanim każdy dorósł. A potem pojawiają się słowa, które tworzą kolejne znajome dla nas obrazy i sytuacje, by utożsamić nas z historią. Pomimo szczęścia, które mnie ogarnia, czuję duży niepokój - chwila ta jest naprawdę krucha i może skończyć się wraz z nastaniem świtu.
Następnym kawałkiem jest Jesień, która brzmi zupełnie inaczej. Jest w niej coś lekkiego i romantycznego, z zadziorną funky gitarą. Tekst zabiera nas w piękny jesienny dzień, by znowu zaznaczyć jak ważna jest chwila i by nie myśleć o tym, co będzie potem. Nastraja nas do myśli, że zima nie musi być wcale taka straszna. Sam chcę w to wierzyć. Do czasu, gdy zima faktycznie nadchodzi. Cały utwór diametralnie zmienia swój charakter, gitara zamiera, a temperatura faktycznie spada poniżej zera. Jakbym zmienił piosenkę. Gdy zima w końcu przechodzi, a gitara wraca, odnoszę wrażenie, że nie brzmi już tak samo.
Jeśli zapytacie mnie przez który kawałek postanowiłem, że chcę więcej to odpowiedź jest jedna. Listy to utwór wprost z dzikiego zachodu. Dwie gitary grają w taki sposób, że przenosi mnie to na western. Wokal brzmi jednak bardzo znajomo, jakby kapela urwała się z Jarocina lat 90. W utworze poznajemy bohatera, który dostaje listy. Piosenka opowiada historię, której nie mogę Wam zdradzić, bo nie chce zdradzać najlepszego. Także słuchajcie uważnie słów i dajcie się ponieść muzyce, bo ona komplementuje znaczenie. Trąbka w tym utworze gra w taki sposób, że nie mogę zapomnieć tego momentu, a na koncercie zastąpił ją akordeon, który był z innej planety i pasował idealnie.
Na sam koniec zostawiłem tytułowe Dolecz Się. Nie bez powodu ten utwór zamyka płytę. Tekst daje pole do popisu we własnej interpretacji Za każdym razem gdy go słucham mam wrażenie, że jest dla mnie o czymś innym, a gdy w końcu myślę, że rozumiem to pojawia się coś nowego. Piosenka należy do kategorii tych „głośnych” na płycie. Dużo brzmienia buduje się z czasem, aż zaczyna kipić. Właśnie za to lubię ten numer, to jak buduje emocje aż do ich kulminacji - idealny zabieg na koniec.
Jeśli macie ochotę na nostalgiczną podróż z głośnym rockowym brzmieniem to polecam Wam sięgnąć po płytę Dolecz Się. Zespół Listy pokazał mi, że poezja może być śpiewana w sposób o jakim nie myślałem wcześniej. Naprawdę stado dobrych dźwięków, których polecam Wam najbardziej posłuchać na żywo, gdy tylko nadarzy się okazja.
Mikołaj Nalewajko