DAGADANA - PŁYNĘ NAD CHMURAMI

Zwycięskie ilustracje

KATEGORIA: Kultura

To kolejny etap, w którym SooBeen Lee i Jinzhu Li konkurują ze sobą, wykonując to samo dzieło. W półfinale usłyszeliśmy w ich interpretacji jedyny w dorobku Sibeliusa koncert. Tym razem solistki spośród dwóch koncertów skrzypcowych Henryka Wieniawskiego wybrały pierwszy, w tonacji fis-moll. Bohdan Luts, jako jedyny zdecydował się na drugi koncert patrona konkursu.

Wszyscy soliści byli tego wieczoru świetnie zgrani z orkiestrą. Gra SooBeen Lee w moim odczuciu była momentami nieco za szorstka i stłumiona, za to świetnie przeplatała kantylenę z bardziej zadziornymi motywami. Malowała muzyczny obraz w pełnym skupieniu, tak samo jak w poprzednich etapach z zamkniętymi oczami. W ostatniej części podeszła do gry z nową energią - było zwiewnie i lekko - podobnie jak Jinzhu Li, występująca w następnej kolejności z tym samym koncertem.

Dziewiętnastoletnia skrzypaczka od pierwszych dźwięków oczarowała swoim brzmieniem. Jinzhu Li wybitnie budowała frazę, tak samo mistrzowsko operowała wyższym rejestrem skrzypiec, przeprowadzała słuchaczy w swoją muzyczną opowieść w sposób bardzo płynny. To właśnie historia opowiedziana, a raczej zagrana przez Jinzhu Li mnie bardziej wciągnęła, co więcej - miałam nadzieję, że będzie ona trwała jeszcze dłużej. 

Zainspirowana dwoma różnymi interpretacjami tego samego utworu, nie mogłam się jednak doczekać II Koncertu skrzypcowego d-moll. Byłam szczególnie zaintrygowana tym, jak zagra go Bohdan Luts. Zupełnie nic mnie nie zaskoczyło - wyszedł na estradę i wręcz ,,wpłynął" do pierwszej części utworu. Płynął tak dalej, nie pozostawiając żadnych wątpliwości co do swoich umiejętności technicznych, jak i interpretacyjnych. Doskonale wiedział dlaczego i w jakim celu na estradzie się znajduje. Świetnie planował przestrzeń muzyczną, znajdował czas na uniesienia, ale nie stronił od subtelnego piano, które momentami sprawiało, że wstrzymywałam oddech. 

Finał XVII Międzynarodowego Konkursu Skrzypcowego im. Henryka Wieniawskiego zdecydowanie spełnił oczekiwania moje, jak i publiczności, na co dowodem były chociażby gromkie brawa, czy owacje na stojąco. Nie należy się temu dziwić - nazwiska tegorocznych finalistów z pewnością zapadły mi w pamięć i chętnie powrócę do ich interpretacji. Podium konkursu uważam za jak najbardziej sprawiedliwe, choć nadal przeżywam wewnętrzny dylemat, ze względu na niesamowite prowadzenie frazy i dojrzałość muzyczną Jinzhu Li, która za każdym razem zaskakiwała swoją interpretacją. Wszyscy soliści zabrali nas w swoją podróż, a zwycięzca, Bohdan Luts, sprawił, że na chwilę zupełnie zapomniałam o rywalizacji. Kiedy grał, czas zwalniał, a momentami wręcz się zatrzymywał... 

Maria Pińska

Ta strona wykorzystuje cookies tylko do analizy odwiedzin. Nie przechowujemy żadnych danych personalnych. Jeśli nie zgadzasz się na wykorzystywanie cookies, możesz je zablokować w ustawieniach swojej przeglądarki.

OK